Barbara Hendricks drängt auf Öffnung der Ehe für homosexuelle Paare

Barbara Hendricks


REUTERS
Barbara Hendricks
Sie ist Bundesministerin, Katholikin - und lebt mit einer Frau zusammen: In einem Fernsehinterview fordert die SPD-Politikerin Barbara Hendricks jetzt eine Ehe-Reform für Schwule und Lesben.
Bundesumweltministerin Barbara Hendricks (SPD) hat in einer Talkshow die Öffnung der Ehe für homosexuelle Paare gefordert. In der Reihe "Caren Miosga interviewt..." spricht sie zudem ausführlich über ihre Partnerschaft mit einer Frau. Die Sendung wird am Donnerstagabend ausgestrahlt und wurde vorab aufgezeichnet. Die Moderatorin Miosga fragt ihren Gast im Studio: "Sie leben in einer eingetragenen Lebenspartnerschaft. Warum darf das nicht Ehe heißen?"
"Das ist in der Tat eine Frage, die wir jetzt bald mal klären müssen", antwortet die Ministerin. Zwar habe sich in den vergangenen 15 Jahren viel getan: "Homosexualität im öffentlichen Raum" werde nicht mehr abgelehnt, Rot-Grün habe vor 15 Jahren die eingetragene Lebenspartnerschaft auf den Weg gebracht.
"Aber das ist noch nicht die Vollendung dessen, was notwendig ist", so Hendricks weiter. Der nächste Schritt sei die "echte Gleichstellung, so wie es das Grundgesetz vorsieht". Die Ministerin räumt ein: "Innerhalb dieser Legislaturperiode wird uns das nicht gelingen. Das ist von der Union deutlich ausgeschlossen worden."
"Wir haben uns nicht versteckt"
Hendricks hatte sich mit öffentlichen Äußerungen zu diesem Thema oder zu ihrer privaten Lebenssituation bislang weitgehend zurückgehalten. Als sie 2013 ins Kabinett von Angela Merkel (CDU) berufen wurde, erwähnte eine Regionalzeitung in Hendricks' Heimatstadt Kleve in einem Nebensatz, dass sie mit einer Frau zusammenlebt.
"Das war nicht verabredet", sagt Hendricks im Rückblick, allerdings habe sie ihre Lebenspartnerschaft bei Gelegenheit sowieso erwähnen wollen. "Dann ist ja gut, dann ist es ja erledigt", habe sie damals gedacht.
In ihrem Umfeld am Niederrhein sei ihre Liebe zu einer Frau ohnehin nie ein Geheimnis gewesen. "Meine Partnerin und ich kennen uns seit 20 Jahren, wir haben uns nicht versteckt." Der Zeitschrift "Bunte" hatte Hendricks im Februar gesagt, ihre Frau sei neun Jahre jünger, Lehrerin und besitze auch die französische Staatsbürgerschaft.
Hendricks spricht in der Sendung auch über die Akzeptanz gleichgeschlechtlicher Partnerschaften im politischen Betrieb. "Persönlich habe ich da keine negativen Erfahrungen gemacht, aber ich weiß natürlich, dass es das gibt." Sie halte es nicht für ausgeschlossen, dass man "hinter meinem Rücken redet".
Der frühere CSU-Generalsekretär und heutige Bundesverkehrsminister Alexander Dobrindt hatte Schwule und Lesben einst als "schrille Minderheit" bezeichnet. Merkel hatte im Wahlkampf 2013 den Sinn eines vollen Adoptionsrechts für gleichgeschlechtliche Paare infrage gestellt. "Ich sage Ihnen ganz ehrlich, dass ich mich schwertue mit der kompletten Gleichstellung (...) Ich bin unsicher, was das Kindeswohl anbelangt", sagte sie damals.
Irland-Votum hatte neue Debatte befeuertUnion und SPD versprechen in ihrem Koalitionsvertrag, die Diskriminierung homosexueller Paare abzubauen. Das Bekenntnis ist aber nicht mit einer konkreten Gesetzesänderung verbunden.
In Deutschland haben gleichgeschlechtliche Paare kein Recht auf Eheschließung, sie dürfen nur eine sogenannte eingetragene Lebenspartnerschaft eingehen.
Vor einem Jahr hatte die Mehrheit der Bürger im katholischen Irland für eine gesetzliche Gleichberechtigung homosexueller Paare gestimmt. Das Votum löste auch hierzulande erneut eine Debatte über eine vollständige Gleichstellung aus. Mehr über die Rechtslage in Deutschland und Europa lesen Sie hier.

SPOŁECZEŃSTWO Polska i niemiecka policja na tropie złodziei paneli fotowoltaicznych


Niemiecka policja ujęła kolejną bandę złodziei systemów fotowoltaicznych z niemieckich parków słonecznych. Dokonano tego dzięki współpracy z Polską – donosi portal informacyjny svz.de.
Solarpark Templin in Ostdeutschland
Park słoneczny w Templinie
Portal informacyjny svz.de dla Meklemburgii-Przedpomorza i Brandenburgii donosi o ujęciu kolejnej, tym razem sześcioosobowej grupy przestępczej specjalizującej się w kradzieży systemów fotowoltaicznych. W ub. roku ujęto ośmioosobowy polski gang, który transportował panele fotowoltaiczne z instalacji zlokalizowanych w całych Niemczech.
Niemiecka policja stawia na współpracę z Polską, podkreśla szef wydziału ds. zwalczania zorganizowanej przestępczości brandenburskiego Krajowego Urzędu Kryminalnego (LKA) Frank Adelsberger. Aresztowanie dwóch grup przestępczych to sukces jednostki – Soko Helios – utworzonej w 2015 roku w celu zwalczania kradzieży systemów fotowoltaicznych przez grupy przestępcze z Europy wschodniej. Pracuje w niej pięciu niemieckich śledczych, którzy zbierają wszystkie informacje o takich przypadkach, a potem konsultują je z polskimi kolegami.
Polsko-niemiecki zespół śledczy
Bliskie kontakty z polskimi śledczymi z województwa lubuskiego trwają od czasów współpracy przy dochodzeniach ws. kradzieży samochodów – donosi portal informacyjny svz.de. W 2013 roku utworzono wspólny zespół śledczy „Joint Investigation Team” (JIT), który, jak podkreśla Frank Adelsberger, odniósł już dużo sukcesów.
Do wspólnych działań przeciwko bandom przestępczym specjalizującym się w kradzieżach sprzętu PV doszło po spotkaniu niemieckich śledczych w Zielonej Górze z polskimi kolegami z Centralnego Biura Śledczego Policji (CBŚP) – opowiada Frank Adelsberger. Polscy śledczy poinformowali wtedy, że jeden z więźniów opowiadał im o kradzieżach w niemieckich parkach słonecznych.
Kradną, żeby sfinansować studiaDzięki temu aresztowano w ub. roku w Hesji ośmioosobową grupę polskich przestępców, a w tym roku kolejną, także w Hesji. – Bez wsparcia naszych polskich kolegów, nigdy by się nam to nie udało – podkreśla Frank Adelsberger w rozmowie z portalem nvs.de.
Śledztwo prowadzone przez CBŚP wykazało, że kradzieżami na farmach słonecznych w Brandenburgii i w całych Niemczech specjalizują się grupy przestępcze z okolic Zielonej Góry. Adelsberger przypuszcza, że działa ich kilka; siedem, a nawet dziewięć. W Polsce jest duże zapotrzebowanie na urządzania fotowoltaiczne, dlatego jest on też przekonany, że przestępcy kradną na zamówienie, a nawet na zapas. Zaopatrują ponadto skradzione części w dokumenty pozwalające na ich legalny przewóz do Polski. Sprawcami kradzieży są, jak twierdzi Adelsberger, młodzi Polacy, którzy w ten sposób zarabiają na sfinansowanie studiów lub nauki zawodu. Wmawia się im, że są to błahe przestępstwa, ale tak nie jest, informuje portal svz.de szef wydziału ds. zwalczania zorganizowanej przestępczości brandenburskiego Krajowego Urzędu Kryminalnego (LKA)
Wg źródeł policyjnych w 2015 roku dokonano w brandenburskich parkach fotowoltaicznych 60 kradzieży, w tym roku już ponad 20. Każde włamanie na farmę słoneczną powoduje szkody w wysokości co najmniej 50 tys. euro – poinformował portal informacyjny Adelsberger.

ECHA POLSKIE Polski historyk w SZ: PiS usiłuje wykluczyć nas duchowo z UE


Prof. Włodzimierz Borodziej krytykuje w rozmowie z dziennikiem "Sueddeutsche Zeitung" plany zmiany koncepcji Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku.
Preisträger Carl-von-Ossietzky-Preis
Prof. Włodzimierz Borodziej
Włodzimierz Borodziej, członek Rady Naukowej przy Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, podkreśla, że jest ono pierwszą tego typu placówką w Europie, która zamierza przedstawić wojnę we wszystkich europejskich kontekstach „także w kontekście wschodnieuropejskim” wraz z uwzględnieniem roli Japonii i Chin. W jego opinii projekt ten jest „projektem flagowym liberalnej polityki historycznej w środkowo-wschodniej Europie”. Jak zaznaczył, chodzi też o to, by „polską historię osadzić w historii europejskiej”.
Na pytanie SZ dlaczego obecny rząd chce zmienić pierwotny model muzeum, naukowiec wyjaśnia, że rząd jest przeciwko koncepcji, by historię wojny pokazać obszernie jako wydarzenie o „szerokim europejskim kontekście, jako katastrofę, z powodu której bardziej niż żołnierze cierpiała ludność cywilna”. Jego zdaniem rząd chce muzeum o Polsce z okresu II wojenny światowej z dominującym wątkiem żołnierzy i partyzantów. „Wszystko inne najwyraźniej nie pasuje”.
Jak w Rosji i na Białorusi
Na sugestię monachijskiego dziennika, że taka koncepcja przypomina muzea w Rosji i na Białorusi, które wykorzystując mity narodowe miały służyć utrwaleniu świadomości narodowej, Włodzimierz Borodziej podkreśla m.in., że niepokojące jest to, iż w ostatnim półroczu Polska jest coraz rzadziej przyrównywana do zachodniej Europy, „do której przecież należy”. „Rosja i Białoruś nie są w gruncie rzeczy punktami odniesienia nad którymi pracujemy od 1989 roku” – wskazuje historyk.
Włodzimierz Borodziej zgadza się z opinią SZ, że polskie aspekty II wojny światowej, których szczególnego wyeksponowania domaga się resort kultury, zostały odpowiednio naświetlone. Historyk przypuszcza, że szef resortu kultury i jego zastępca nie zapoznali się dokładnie ze scenariuszem muzealnej ekspozycji. „A zaleta, że jest to pod względem finansowym czysto polski projekt, obraca się przeciwko niemu: rząd może sobie wszystko podporządkować zarówno po względem personelu jak i światopoglądowo” – konstatuje ekspert. Przypuszcza też, że obecne kierownictwo muzeum zostanie zastąpione nowym, które bardziej będzie odpowiadać rządowi w Warszawie.
"Prowincjonalizacja wystawy"
Ekspert potwierdza przypuszczenie SZ odnośnie ewentualnej zmiany dotychczasowej koncepcji muzeum. Mimo, że, jak podkreśla, stała ekspozycja kosztuje wiele milionów euro i każda jej zmiana jest bardzo kosztowna, jednak „prowincjonalizacja wystawy jest możliwa”. W opinii historyka rząd uprawia ją już w wielu dziedzinach. „Nie zważając na koszty wszystko jest wykonalne, jeśli taka jest polityczna wola”.
Włodzimierz Borodziej uważa zaplanowane na wrzesień otwarcie placówki za mało realne. Nie zgadza się też ze stwierdzeniem SZ, że nieszczęśliwy los muzeum odzwierciedla ogólny problem Polski z Europą. „Nie Polski, lecz polskiego rządu” – prostuje historyk. Jednocześnie jest on zdania, że minister kultury „umyślnie niszczy ważny liberalny projekt tuż przed jego zakończeniem”. A zmiana europejskiej perspektywy na narodową ma najwyraźniej służyć wzmocnieniu tożsamości własnego elektoratu, tak „jakby ten nie porównywał się stale z Europą, tak jakby mógł bez niej istnieć” – wskazuje naukowiec.
Na pytanie o dalsze losy Polski w Europie Włodzimierz Borodziej stwierdza, że jego „ocena jest mroczna”. „Wybrani przez nas reprezentanci narodu usiłują wykluczyć nas duchowo z UE. Jak dotąd z powodzeniem” – konstatuje.

GOSPODARKA Polacy inwestują w Niemczech. "Atrakcyjny kraj"


W Niemczech działa ponad 1700 spółek prawa handlowego z udziałem polskiego kapitału. Główne motywy ekspansji to możliwość dostępu do nowych rynków i klientów i szansa na zdobycie nowych kompetencji.
Symbolbild - Orlen
Orlen jest jednym z największych polskich inwestorów w Niemczech
Z punktu widzenia polskich firm Niemcy są atrakcyjnym krajem do inwestowania – wynika z raportu Polsko – Niemieckiej Izba Przemysłowo-Handlowej (AHK Polska), opracowanego przy wsparciu berlińskiej kancelarii prawnej CMS i PKO BP, który pięć miesięcy temu otworzył oddział we Frankfurcie nad Menem. Do największych firm z udziałem polskiego kapitału należą w Niemczech m. in. Ciech, KGHM, Boryszew, Kopex, PKN Orlen i Nowy Styl. Najwięcej przedsiębiorstw z polskim kapitałem ulokowało się w największym landzie (17,7 mln mieszkańców), w Nadrenii Północnej – Westfalii (NRW).
Szefowie firm chwalą m. in. jakość infrastruktury, uczciwość w interesach czyli dyscyplinę płatniczą, przewidywalność polityki gospodarczej, nastawienie administracji publicznej, w tym instytucji podatkowych, przejrzystość systemu zamówień publicznych, dostępność kwalifikowanych kadr, dotacji wszelkiego rodzaju oraz elastyczność prawa pracy.
Polscy przedsiębiorcy wszakże nie tylko chwalą, ale zgłaszają też postulaty korekt polityki gospodarczej. Na czoło wybija się rekomendacja obniżenia podatków i kosztów pracy, zmniejszenie biurokracji. Jak zawsze, nie wszystko złoto, co się świeci. Niemniej 96% biznesmenów z Polski twierdzi, że – gdyby znów stanęli przed wyborem miejsca zagranicznej inwestycji – ponownie zdecydowaliby się na Niemcy. Motywy ekspansji są w istocie niezmienne. Na czoło wybija się: możliwość dostępu do nowych rynków i klientów, potrzeba zwiększenia skali działania, osiągnięcie bariery rozwoju w Polsce, szansa pozyskania nowych kompetencji.
Koluszki budują w Berlinie
Zbigniew Winkiel Vorsitzender der polnischen Firma Agat
Zbigniew Winkiel: W Niemczech bardziej liczy się jakość niż cena.
Konieczność powiększenia pola działania wynika z tego, że za kilka lat skończą się środki unijne. Taki, wcale nieodosobniony, punkt widzenia reprezentuje prezes Zarządu firmy Agat w Koluszkach, Zbigniew Winkiel. – Wiemy – wyjaśnia – w jakie tarapaty wpadło wielu przedsiębiorców hiszpańskich czy portugalskich, którzy nie zabezpieczyli się rychło w czas, gdy zbliżał się koniec przekazów z Brukseli.
Aby więc mądrość nie przyszła dopiero po szkodzie, Agat postanowił ruszyć do Berlina. Koluszki to przecież kolej i kolejnictwo, a S-Bahn, naziemna kolej miejska, rozpisała właśnie przetarg na budowę wielo funkcjonalnej hali z myjnią pociągów. Mycie wagonów to nie tylko w Polsce wiadro z wodą i szczotka; S-Bahn płacił dotychczas pół miliona euro rocznie tytułem kar za brudne wagony. Nowatorska koncepcja techniczna z zamkniętym obiegiem wody, oszczędna zatem, stanowiła punkt wyjścia. Zleceniodawca był pod wrażeniem, niemniej nie ograniczył się do analizy dokumentów technicznych i przeprowadził swoisty audyt w Koluszkach. Chciał mieć pewność, że Agat sprosta zadaniu. Konkurencja była silna, międzynarodowa i Agat zwyciężył. Prezes Agatu usłyszał wówczas od szefa S-Bahnu znamienne zdanie: - wygrał pan nie ceną, lecz wiedzą techniczną i solidnością. - Po negocjacjach finansowych Zbigniew Winkiel stwierdził, że w niemieckim przetargu liczy się jakość, nie cena.
Gdy rozmowy zbliżały się do finału, partner niemiecki postawił pytanie, w jakiej formule Agat zrealizuje kontrakt – jako firma z Polski, czy tutejsza, zarejestrowana w Niemczech? Szef S-Bahnu uśmiechnął się do prezesa Agatu i powiedział : - To ja ryzykuję, nie pan, bo powierzam zadanie firmie, która dopiero powstaje. Ale to jest wasza przyszłość. - I tak Agat z Koluszek zrodził w Berlinie Achata. Wkrótce potem, z Lipska wpłynęło do Achata zapytanie, czy podjąłby się tam podobnej jak berlińska inwestycji.
Niemiecki interes w polskie ręce
Igor Stenzel Anwalt in Berlin
Igor Stenzel: Coraz więcej polskich przedsiębiorców przejmuje firmy niemieckie
Na tym przykładzie poznaliśmy wiodący model sukcesu polskich firm w Niemczech. Główne obszary ich działania to usługo, budownictwo, przemysł spożywczy, informatyka. Od pewnego czasu polscy przedsiębiorcy wchodzą na rynki Republiki Federalnej nie tylko drogą zakładania tam firm, ale też przejmowania firm niemieckich. Mecenas Igor Stenzel z kancelarii prawnej CMS w Berlinie, zauważa, że dobiega kresu aktywność pokolenia, które po zjednoczeniu – zwłaszcza w nowych landach – zakładało spółki. Przeważały rodzinne, sporo z nich odniosło sukces. – Problem w tym – mówi adwokat – że dzisiaj, w owym pokoleniu, często nie ma kandydatów do przejęcia tych firm. Właściciele, którzy wykonali pracę od podstaw, podchodzą do tych spraw bardzo osobiście. Z moich obserwacji wynika, że niekoniecznie dążą do sprzedaży firmy z największym zyskiem, starają się natomiast zapewnić jej kontynuację w postaci przejęcia.

Bez zbytniej przesady można stwierdzić, że w tej, coraz częściej pokonywanej drodze wejścia na rynek niemiecki przejawia się przedsiębiorczość Polaków. W podejmowaniu decyzji niebagatelną rolę odgrywa ocena stanu gospodarki niemieckiej. 79% polskich przedsiębiorców ocenia go jako dobry lub bardzo dobry.Okazuje się, że taka formuła biznesu w Niemczech wzbudza szczególne zainteresowanie wśród polskich przedsiębiorców. To nie są interesy, jakie robi Orlen czy Comarch, nie wzbudzają więc uwagi medialnej, ale – podkreśla mecenas Stenzel – jest ich doprawdy mnóstwo. Dominują przejęcia wartości około 10 mln euro, ale nie brak też 5-krotnie droższych. Założenie własnej spółki to z reguły koszt 1000 – 5000 euro. – Ale to przecież ułamek kosztów – wskazuje adwokat. – Trzeba zadbać o marketing, swoją markę, zdobyć jakiś udział w rynku, bazy odbiorców, zaufanie klientów. To jest najcenniejsze. Wszystko to można osiągnąć zdecydowanie szybciej przejmując istniejącej firmy.

УКРАИНА Победительница "Евровидения-2016": о чем рассказала Джамала в Киеве


Певица Джамала по возвращении в Киев после "Евровидения" дала первую пресс-конференцию. Она назвала свой триумф победой музыки и рассказала о предложении, поступившем из Крыма.
Певица Джамала на пресс-конференции в Киеве
Певица Джамала на пресс-конференции в Киеве
Задолго до прибытия Джамалы на пресс-конференцию зал правительственного информационного агентства "Укринформ" был заполнен до отказа. Самые отважные фотографы и телеоператоры томились у входа в агентство под мелким дождем в ожидании победительницы конкурса "Евровидение-2016". Отсняв выход певицы из машины, они толпой ринулись внутрь, занимать места для съемки самой пресс-конференции.
Большой интерес
Джамала вышла в очень скромном платье. Она не скрывала того, что счастлива и своей победой на конкурсе, и эмоциональной реакцией украинцев на ее выступление. "Несколько странно, что мы начинаем нашу пресс-конференцию с песни Сергея Лазарева", - не без сарказма отметил пиар-директор Джамалы Денис Козловский.
Выступление Джамалы на Евровидении-2016
Выступление Джамалы на "Евровидении-2016"
Так он отреагировал на звучавшую в зале запись российского исполнителя на "Евровидении", которую организаторы включили сразу после повторения песни-победительницы, которую спела Джамала. Сама украинская певица в это время смеялась и делала танцевальные движения.
Позже она призналась, что в Стокгольме среди исполнителей не было конфронтации, хотя за кулисами собрались представители не только враждующих Украины и России, но и Армении и Азербайджана, отношения между которыми тоже сильно натянуты. "Мы забыли о политике, о вражде. Я приветствовала Сергея и пожелала ему успеха. Он мне - тоже", - рассказала Джамала.
"Победа музыки"
Певица категорически опровергла утверждения, что ее победа была обусловлена политическими мотивами. Отвечая на вопрос DW, Джамала подчеркнула, что это была "абсолютно стопроцентная победа музыки". А практически все журналисты в Европе ей говорили, что она повышает уровень конкурса. "С первой репетиции уже посыпались заявления о том, что я - победительница. Все 42 песни были приблизительно одинаковы по своему качеству, но я отличалась по содержанию и по звучанию", - сказала Джамала.
А на вопрос DW, следует ли вводить какие-либо ограничения на участие в "Евровидении-2017", которое пройдет на Украине, для российских исполнителей, певица ответила, что представители России "должны приехать".
Выступление россиянина Сергея Лазарева на Евровидении-2016
Выступление россиянина Сергея Лазарева на "Евровидении-2016"
Комментируя 10 баллов, которые внесли в ее победу зрители России, Джамала призналась, что ожидала от них высокого результата и ошиблась лишь на один балл. Одновременно она выразила огорчение в связи с тем, что в России рассказывали, что ее песня - "о людях, ищущих лучшую долю... то есть они все извратили".

Посвящение жертвам депортации

На деле текст песни Джамалы был преисполнен скорби по жертвам депортации из Крыма крымских татар весной 1944 года. "Я посвящаю победу своим родным, людям, которые пережили эту трагедию. Повторюсь: я хотела бы, чтобы эта песня не была написана, чтобы таких страшных событий не произошло с моим народом", - сказала певица.

И снова - о России и россиянахОна с юмором отреагировала на присвоение ей звания народной артистки Украины. Певица заявила, что "точно не собирается в политику". В то же время она категорически отвергла советы властей аннексированного Россией Крыма принять гражданство РФ и переехать жить на полуостров.

Джамала рассказала, что ее родители, живущие в Крыму, "плачут от счастья" после ее победы. Но певицу огорчает непомерное внимание к ним российской прессы: "Под нашим домом спят журналисты российских каналов. Это неудобно. Мои родители вынуждены закрывать дом и скрываться у родственников, потому что не хотят давать интервью российскому телевидению".

Победительница "Евровидения-2016" намерена участвовать в мероприятиях, посвященных Дню памяти жертв депортации крымских татар, который отмечают на Украине 18 мая. Джамале "неудобно" из-за того, что в России ей посвящают целые передачи, что оттуда все чаще звучит критика. "Знаете, просто есть такая у людей черта: они действительно очень-очень тяжело воспринимают поражение. Очень... Это просто проявление слабости", - заявила украинская певица.

МИР Самолет Egypt Air, вероятно, упал в районе греческого острова Карпатос


Лайнер A320, на борту которого находились 69 человек, летел из Парижа в Каир. Связь с ним оборвалась вскоре после входа в воздушное пространство Египта. DW следит за ходом событий.
Самолет Egypt Air
Самолет Egypt Air
++11.01++
К поискам пропавшего лайнера присоединились восемь гражданских судов.
++10.53++
Греческое издание Proto Thema пишет, что буквально перед исчезновением с экранов радаров самолет резко потерял высоту с 11,3 до 2,7 километра.
++10.46++
Источник в управлении гражданской авиации Греции заявляет, что самолет 320 упал примерно в 240 км от греческого острова Карпатос, пишет AFP. Лайнер исчез с экранов радаров в то время, как он находился в воздушном пространстве Египта.
++10.37++
Франция примет участие в операции по поиску обломков пропавшего самолета. Министерство обороны в Париже сообщило, что в район вероятной катастрофы направлены военные корабли. На борту лайнера Egypt Air находились 15 граждан Франции.
++10.30++
Египетская армия опровергла сообщения о том, что с борта пропавшего над Средиземным морем пассажирского самолета Egypt Air поступал сигнал бедствия
++10.02++
Причина крушения пассажирского самолета Egypt Air пока абсолютно неясна. Речь может идти и о технической неисправности, и о теракте, сообщает телеканал n-tv со ссылкой на экспертов Министерства гражданской авиации Египта.
++9.45++
Власти Египта подтвердили крушение самолета A320. Теперь спасательно-поисковые команды ищут обломки лайнера.
++9.41+
Пропавший самолет А320, выполнявший рейс из Парижа в Каир, вероятно, упал в море,полагают египетские власти. Причина падения пока не установлена.
++9.40++
Появилась информация о том, что поисково-спасательная команда получила сигнал с аварийного радиомаяка пропавшего лайнера. За несколько минут до этого авиакомпания Egypt Air со ссылкой на египетские вооруженные силы подтвердила, что с радаров с борта самолета незадолго до его исчезновения был получен сигнал бедствия.
++9.17++
Правительство Франции созвало экстренное совещание, сообщает пресс-служба Елисейского дворца. Президент Франции Франсуа Оланд провел разговор со своим египетским коллегой Абдель Фаттахом ас-Сиси.
++9.04++
По словам свидетелей, жители одного из греческих островов видели вспышку в небе в районе исчезновения самолета, сообщает CNN. Власти Греции проверяют информацию.
++8.55++
Авиакомпания Egypt Air организовала кризисный центр для медицинской и психологической помощи родственникам пропавших пассажиров.
++8.45++
В числе пассажиров самолета авиакомпании Egypt Air- 30 египтян, 15 французов, один гражданин Великобритании и один бельгиец.
++8.30++
В район вероятного крушения лайнера прибыли египетские спасательные службы.
++8.17++
К поискам пропавшего египетского пассажирского самолета присоединились вооруженные силы Греции. Министерство обороны этой страны сообщило, что в район возможного крушения лайнера направлены фрегат и два самолета.
++7.47++
Египетский министр гражданской авиации Шериф Фатхи, находившийся с визитом в Саудовской Аравии, прервал поездку и срочно вернулся в Египет.
++7.15++
На интернет-странице Flightradar24 указан маршрут лайнера до момента его исчезновения с радаров. В это время самолет находился над Средиземным морем между Кипром, Критом и Египтом.
++6.47++
В поисках пропавшего египетского самолета задействованы вооруженные силы Египта. Военные самолеты вылетели в район вероятного крушения лайнера над Средиземным морем.
++6.05++
Самолет авиакомпании Egypt Air пропал с радаров во время перелета из Парижа в Каир. На его борту находятся 69 человек - 59 пассажиров и 10 членов экипажа. Среди пассажиров - граждане Египта, Саудовской Аравии, Судана, Кувейта, Ирака, Алжира, Великобритании, Франции, Бельгии, Португалии и Канады. Лайнер A320 вылетел рейсом MS804 из французской столицы поздно вечером в среду, 18 мая. Утром 19 мая стало известно о его исчезновении.
Связь с самолетом пропала вскоре после входа в египетское воздушное пространство, когда лайнер был на высоте 11 километров. CNN сообщает со ссылкой на представителя авиакомпании, что экипаж лайнера никаких сигналов бедствия не подавал.
Смотрите также:

U FOKUSU Crna Gora: Konačni proboj ka demokratiji?


Crna Gora je već dugo uporište korupcije i lošeg upravljanja. Ali čine se da se deset godina nakon referenduma o nezavisnosti stvari ipak polako menjaju, ocenjuje novinar agencije DPA Tomas Braj.
Symbolbild NATO Montenegro
U subotu 21. maja navršiće se deset godina otkako su građani Crne Gore, malog kandidata za Evropsku uniju, izglasali su za svoju nezavisnost. Do tada je 620.000 stanovnika, zajedno sa više od deset puta većom Srbijom, činilo takozvanu krnju Jugoslaviju. Sa samostalnošću je trebalo da stignu i ekonomski i društveni napredak. Decenije komunističkih struktura u državi i društvu trebalo je da se pretvore u funkcionalnu demokratiju. Ali, ispostavilo se da je sve krenulo sasvim drugačije. Nekoliko porodica sa premijerom Milom Đukanovićem na čelu, koji je četvrt veka na vlasti bilo kao šef vlade ili države, potpuno je sebi potčinio tu mini-državu.
Mračni savez vlade, privrede i mafije
Oktobra prošle godine, crnogorski novinari nagrađeni su u Norveškoj za njihovo istraživanje mračnog saveza između vlade, privrede i mafije. Na primer, porodica Đukanović: Milo je u Italiji, Švajcarskoj i Nemačkoj više puta doveden u vezu sa masovnim švercom cigareta tokom devedesetih. Njegov brat Aco vlasnik je najvažnije Prve banke, koja je zbog kontroverzne poslovne prakse više puta bila na naslovnim stranicama medija i koja uspeva da preživi samo zbog velikodušnih depozita države. Sestra, Ana Kolarević, je advokatica – koju ne mogu da zaobiđu ni domaći ni strani investitori.
Montenegro Parlament Premierminister Milo Djukanovic
Milo Đukanović – na vlasti od 1991. godine
Na primer ekonomija: najveća državna preduzeća, kao što su fabrika aluminijuma KAP, železara u Nikšiću ili rudarske firme, prodate su delom budzašto sumnjivim pojedincima. Na kraju su se svi borili za preživljavanje. Zbog netransparentne privatizacije više puta je bilo govora o korupciji i pranju novca. Prosečna neto plate su i danas daleko ispod 500 evra mesečno.
Na primer turizam: predivna jadranska obala i divlje planine u zaleđu, mogli bi više nego da prehrane čitavu zemlju. Ali veliki deo obale je prodat sumnjivim privatnim i poslovnim licima iz Rusije, po često neverovatnim cenama. Hoteli su dospeli u ruke sumnjivih investitora, neki ranije poznati hoteli su niz godina neiskorišćeni – stoje i nagrđuju okolinu. Obala je na mnogo mesta zabetonirana i uništena preteranom gradnjom.
Velika očekivanja od oktobarskih izbora
Mada vrlo sporo, čini se da se situacija menja na bolje. U utorak (17.5), drugi najznačajniji crnogorski političar Svetozar Marović, prvi put je priznao da je bio na čelu kriminalne organizacije koja se bavila korupcijom velikih razmera i koja je državu oštetila za više od 15 miliona evra. On mora da nadoknadi štetu i da provede u zatvoru skoro četiri godine. Signal Državnog tužilaštva je jasan: prošla su vremena kada je korupcija imala zaštitu politike.
Vlada i opozicija postepeno se približavaju za dobrobit zemlje. Iako su opozicioni poslanici prošle nedelje napali Đukanoviću u parlamentu vičući „Milo, lopove!“, a on na pokušaj nasilnog napada parirao sa „Bravo, kreteni!“ – obe strane su se po prvi put dogovorile da formiraju zajedničku vladu. Ključna ministarstva, kao što su finansije, unutrašnji poslovi i poljoprivreda, idu opoziciji. Tako bi trebalo da se prevaziđe „politička i moralna kriza“ u zemlji, nada se opozicioni lider Miodrag Lekić.
Parlamentarni izbori, planirani za oktobar, trebalo bi da prvi put, prema mišljenju svih – da budu fer i slobodni. Cilj je – konačni proboj ka demokratiji.

Venezuela: La Policía utiliza gases lacrimógenos y vehículos blindados para impedir que miles de manifestantes lleguen al centro de Caracas

La Policía venezolana se empleó ayer con dureza para impedir que la manifestación a favor del revocatorio contra Maduro pudiera llegar al centro de Caracas, donde deseaba entregar sus reclamaciones al Consejo Nacional Electoral para pedirle que no intente impedir la celebración de un referéndum revocatorio en las fechas necesarias para que se celebren comicios.

En Caracas, la plaza Venezuela, sitio de concentración de la oposición, fuerodeada por blindados para obstaculizar la manifestación. La Policía utilizó gases lacrimógenos para intentar dispersar a los miles de manifestantes congregados, algunos de los cuales se les enfrentaron con palos y piedras para intentar abrirse camino. Pero los uniformados bloquearon la movilización e incluso cerraron el Metro.«Maduro fuera», «Referéndum, referéndum» y «Queremos comida» fueron algunos de los lemas coreados por los manifestantes, a quienes se les instó a evitar provocaciones y evitar por todos medios la violencia. «Los venezolanos estamos hartos, estamos hambrientos, esto debe acabar», afirmó uno de los manifestantes antes de intentar ponerse a salvo de los gases lacrimógenos.

La oposición salió en bloque

La convocatoria la hizo la opositora Mesa de la Unidad Democrática conjuntamente con el gobernador de Miranda, Henrique Capriles, que lanzó una advertencia a Maduro de si quiere aplicar su decreto entonces que«saque los tanques de guerra, aviones y ejército a la calle porque la gente va a continuar protestando».
Dicho y hecho. Maduro ordenó sacar los tanques, rodeando la Plaza Venezuela en la capital para impedir el acceso de los manifestantes.
«Queremos comida» fueron algunos de los lemas coreados por los manifestantes
El líder opositor añadió que «los venezolanos nos movilizamos para que coloquen ya los puntos para validar nuestras firmas. Que quede claro, reprimir al pueblo por exigir sus derechos es violar la Constitución. Le decimos a nuestra Fuerza Armada que está llegando la hora decisiva en la que se tiene que hacer respetar la Constitución. Hay que apelar al juramento de cada soldado en estos momentos que vive la patria. No se pongan de lado de la crisis, póngase del lado de los venezolanos. La movilización es de carácter pacífico y deben resguardarla».
Retó, por último, a los uniformados a ponerse del lado de la Constitución o de Maduro. Una de dos.

Tsipras lleva a Grecia a la miseria. Pero reconoce sus errores.

Alexis Tsípras, primer ministro griego ha conseguido fardar ayer en la ciudad de Tesalónica gracias a un acuerdo negociado por el gobierno anterior. Lo ha hecho participando en la ceremonia de inauguración de la construcción del gasoducto TAP (Trans Adriatic Pipeline)  proyecto en el que la compañía Enagás participa con el 16%.

En dicha ceremonia, Tsipras destacó que “el comienzo de la construcción de TAP tiene lugar en un momento estratégico para la economía griega y nuestra región”, mientras que subrayó que “bajo su aspecto geo-estratégico, este proyecto puede contribuir a que la energía a sea un puente de colaboración y prosperidad para todos en nuestra región”. TAP es  la parte europea del denominado Corredor de Gas del Sur (un gaseoducto que transportará gas desde Azerbayán (Shah Deniz II ) hasta la Unión Europea a partir del 2020. El trayecto europeo es de 878 kilómetros y comienza en la frontera griega, continua a través de Albania hasta llegar a Italia bajo el mar Adriático. Se trata de un proyecto conjunto en el que participa Enagás con un 16% junto con BP (20%), Socar (20%),Snam (20%), Fluxys (19%) y Axpo (5%).

Presentes en la ceremonia estaban el Primer Ministro de Georgia Georgi Kvirikashvili, el Vice Primer Ministro de Azerbayán  Yaqub Eyyubov, su homólogo de Albania Niko Peleshi, el Comisario Europeo de Energía Maroš Šefčovič,el Enviado especial y Coordinador de Energía internacional de EEUU Amos Hochstein, los Ministros de Energía de Turquía y Bulgaria, el Ministro de Desarrollo Económico italiano  Carlo Calenda y el Secretario de Estado de Energía Walter Steinmann. Enagás estuvo representada por su Director General de Estrategia Jesús Saldaña, así como por Antón Martinez, Director de Coordinación de Proyectos y Rafael Gonzalez, Director de Gestión de Activos Internacionales, siendo los tres Consejeros de TA . Fueron  la única presencia española en el acto.

Para el primer ministro Alexis Tsipras esta ceremonia ha sido importante: tanto él como sus ministros presentes (los  de Energía, Economía, Infraestructuras y Transporte así como los vice ministros de Asuntos Exteriores e Interior) han podido tratar con las autoridades energéticas implicadas en el proyecto, que dará trabajo a mas de 8.000 trabajadores griegos en empleos directos y muchos mas indirectos. Por su parte el Director de TAP, Ian Bradshaw, afirmó que este gasoducto “ayudará a integrar y diversificar el suministro de energía en Europa, haciendo una importante contribución hacia la mejora de su seguridad energética”.

Εγκαίνια με νόημα του αγωγού TAP παρουσία του Αλ. Τσίπρα
Aunque este importante proyecto fue negociado por el anterior  primer ministro, el conservador Andónis Samarás, el actual  Ministro de Energía Pános Skurletis ha podido afirmar  con orgullo que  se pasa ahora“ del concepto de un proyecto muy significativo de energía de impacto global a su puesta en practica”, destacando que este gasoducto “constituye un tipo especial de infraestructura relacionada con el sector energético que puede apoyar grandes proyectos y planes a largo plazo “. Los medios griegos ironizan sobre sus declaraciones, ya que Skurletis ha sido uno de los ministros mas reacios a toda privatización y en general a las actividades de empresas privadas en Grecia.

¿Bilingüismo? Lo admito. Pero que sea un bilingüismo verdadero y no ficticio; libre, y no forzoso

Uno no sabe si la mejor receta política para este país es hoy el federalismo ni tampoco si el federalismo requiere el bilingüismo. De lo que estoy seguro es de que el fomento de las lenguas de España no se ha orientado tanto a fundar un Estado federal, como a hacerlo imposible. Uno se teme que, en este punto, los padres de nuestra Constitución pecaron de ingenuidad o de infundado complejo de culpa por los pecados franquistas. Bastantes no comprenden todavía que nuestros nacionalistas profesan un nacionalismo lingüístico, es decir, que su política lingüística ha sido y es el arma básica para resaltar su diferencia y lograr la secesión política anhelada.

Por eso no puede ser indiferente al proyecto de un Estado federal el modo como se ha instalado, recuperado o reforzado tal bilingüismo. Se diría primero que esas políticas lingüísticas rivalizan en engañar a la ciudadanía por múltiples vías. Así, han extendido el indiscutible derecho de los hablantes de su lengua particular al más que discutible derecho de quien desea aprenderla por capricho. O sea, han subordinado necesidades más amplias, graves y urgentes de la población a necesidades imaginarias de una parte menor de esa población. Han apelado a razones históricas, como si el pasado —a menudo fabuloso— tuviera derechos sobre el presente. Han tratado como cosa propia de filólogos, historiadores o eruditos locales lo que es ante todo una cuestión de moral pública: de justicia lingüística. Han pretendido ignorar que el castellano no sólo es la lengua común de todos, sino también la más común en las comunidades dotadas de otra distinta. Y apenas quedan sedicentes progresistas que no hayan sucumbido a proclamas tan reaccionarias.
Claro que el bilingüismo real entre nosotros se presenta en grados diversos, en unos lugares bastante y en otros casi nada. En el caso extremo, el catalán, al bilingüismo real se superpone incluso un monolingüismo oficial. Pero, en todos ellos, los partidos o Gobiernos nacionalistas del lugar han cultivado en exclusiva la llamada “lengua propia” (particular o peculiar), aunque fuera la “propia lengua” de pocos de sus habitantes. Esas políticas lingüísticas no han nacido, pues, del bilingüismo efectivo, sino de que no lo había en la cantidad deseable para los devotos de Arana o Pompeu Fabra y para que lo hubiera.
Han apelado a razones históricas, como si el pasado tuviera derechos sobre el presente
Un efecto inmediato de tales premisas es la hipocresía allí reinante. Si lo que importa de una lengua no es su gramática ni cuántos dicen conocerla, sino su uso real, toca desvelar esa falsa apariencia en el País Vasco. Según estudios fiables, sólo el 13% de su población recurre habitualmente al euskera, mientras en sus territorios (salvo Guipúzcoa) los usuarios descienden a la mitad de esa proporción y en sus capitales (menos San Sebastián) a una minúscula mitad de esa mitad. No extrañará que el año 2011 suspendiera el 91 % de los funcionarios llamados a acreditar un dominio mínimo de su “lengua propia”. Más equilibrada distribución se observa en Cataluña, aunque el uso del catalán alcance un 36% y el castellano predomine con ventaja en todos los ámbitos..., excepto en las relaciones civiles con la Generalitat. Ello no obsta para que estas y otras comunidades den la impresión de un bilingüismo sin fisuras. Publicaciones oficiales, rótulos viarios, topónimos, pancartas reivindicativas, etc. figuran en dos lenguas, por más que la mayoría sólo conozca o emplee una de ellas. O figuran sólo en una, que provocativamente no es la española.
Más allá de la sangría multimillonaria de sostener este bilingüismo de cartón piedra, lo peor es la incalculable injusticia pública de cada día y el sufrimiento que origina. Pongamos el sacrificio de generaciones en este altar educativo de la construcción nacional al que los padres envían a sus hijos por mandato legal (Cataluña) o por timorata decisión personal (Euskadi). Añádase el abuso asimismo consentido en el acceso al empleo público. Que se publiquen esos baremos para la selección del profesorado universitario, en que algún vago certificado de aptitud lingüística otorga al candidato mayor mérito que cualquier otro. Ahí tienen la sanidad vasca, en que el médico aspirante más euskaldún parte con una ventaja insalvable frente al más cualificado. O las atenciones de la sanidad de Cataluña, donde el personal “siempre hablará en catalán, independientemente de la lengua que utilice su interlocutor”, incluso cuando el paciente tenga “cierta dificultad” de comprensión.

La situación en que se encuentra Europa en nada se asemeja a aquella circunstancia trágica en los primeros compases de la Segunda Guerra Mundial.

Ampliar foto

El líder soviético, Josef Stalin, el presidente norteamericano, Harry Truman, y el primer ministro británico, Winston Churchill, en 1945 en Berlín.
El líder soviético, Josef Stalin, el presidente norteamericano, Harry Truman, y el primer ministro británico, Winston Churchill, en 1945 en Berlín.  AP
Churchill no lo haría. El inglés providencial no abandonaría a Europa en su momento más difícil. Al contrario, repetiría su gesto de 1940 cuando rechazó la negociación con Hitler y decidió seguir la guerra en solitario. “Solo puedo ofrecer sangre, sudor, esfuerzo y lágrimas”, dijo en los Comunes. Fue su finest hour.
La situación en que se encuentra Europa en nada se asemeja a aquella circunstancia trágica en los primeros compases de la Segunda Guerra Mundial. Si sirvieran los paralelismos, suscitados por la Gran Crisis y el ascenso de los populismos, la semejanza debería buscarse en la década anterior. A pesar del tiempo transcurrido y de las diferencias, el primer ministro británico, David Cameron, ha querido evocar aquel momento churchilliano en su alegato en favor de la permanencia del Reino Unido en la Unión Europea el lunes en el British Museum: “Cuando tomo asiento en el Cabinet Room, siempre pienso en las decisiones que se tomaron en esta habitación en tiempos de oscuridad”. Ahí fue donde Churchill decidió rechazar las llamadas al apaciguamiento y la rendición: “Pienso en aquellos pocos que salvaron este país en la hora de un peligro mortal y que hicieron posible seguir la lucha y ayudar en la liberación de Europa”.
Churchill no es solo fuente de citas y anécdotas para Cameron, sino la inspiración central de su posición contra el Brexit. La existencia de la UE es del máximo interés para los británicos. En caso de abandonarla, el Reino Unido sería más débil, más inseguro y más pobre. “Un salto en la oscuridad”. Pero lo peor sería lo que sucedería en el continente, y que muchos brexiters desean: regresarían los nacionalismos excluyentes y en competencia tal como se desplegaron en los años treinta.
Es una ironía que quien ha convocado el referéndum sobre la salida de la UE ahora desenfunde la retórica y los ropajes churchillianos para argumentar que el máximo interés británico es permanecer en ella. No es la única: nadie ha explicado mejor que Boris Johnson, el exalcalde de Londres y brexiter que quiere sustituir a Cameron, en su libro El factor Churchill, los poderosos argumentos del histórico personaje en favor de una unión más estrecha de los europeos.
Cameron y Johnson, divididos por el Brexit, tienen una misma idea churchilliana de Europa: es del máximo interés del Reino Unido que ninguna potencia continental se imponga sobre las otras, y de ahí la necesidad de un sistema que neutralice la rivalidad entre Francia y Alemania e impida que Rusia se haga con el control del continente. Londres debe impulsarlo, garantizarlo e incluso partirse la cara para que exista como hizo en 1940, además de sacar todo el provecho en influencia, seguridad y prosperidad que puede darle un continente en paz. Pero haría un pésimo negocio e iría contra sus intereses si el resultado del referéndum fuera desencadenar una reacción en cadena que desestabilizara el continente e introdujera de nuevo la semilla de la discordia y de la guerra. Con este argumento, Cameron le ha ganado la mano a Johnson.