Turquie.-Prix de la Liberté d'expression pour Sedat Ergin

Une question de perspective : en Turquie le travail du journaliste Sedat Ergin lui vaut d'être poursuivi par le président de la République. En Allemagne, ce même travail lui vaut le prix de la Liberté d'expression.

Sedat Ergin, rédacteur en chef récompensé par la Deutsche Welle
Le Prix de la Liberté d'expression est une distinction remise par la Deutsche Welle récompense depuis l'an dernier une personne ou une initiative qui s'engage de façon particulière dans le monde numérique pour la liberté d'opinion.
Signal fort de l'Allemagne
Sedat Ergin est le rédacteur en chef de "Hürriyet", grand quotidien turc. Comme nombre de ses confrères, il court chaque jour de grands risques pour protéger son indépendance et faire respecter la liberté de la presse. C'est cet engagement qu'a souhaité récompenser la radio-télévision internationale allemande. Peter Limbourg, son directeur :
"Sedat Ergin mérite ce prix. Il s'engage pour la liberté de la presse. Il est menacé en Turquie. Et je pense qu'en tant que Deutsche Welle, nous ne pouvons pas tolérer plus longtemps que des journalistes, des scientifiques, des artistes soient systématiquement menacés par les autorités turques. C'est donc là un signal fort que nous envoyons depuis l'Allemagne. Nous ne pouvons accepter un tel outrage à la liberté de la presse."
Hürriyet, l'un des plus grands quotidiens turcs
Hürriyet, l'un des plus grands quotidiens turcs
Une déclaration qui s'inscrit dans un contexte de tensions entre l'Allemagne et la Turquie - cette semaine les autorités de l'aéroport d'Istanbul ont interdit à un journaliste allemand d'entrer sur le territoire. Et puis la Turquie a récemment demandé à Berlin de poursuivre en justice un humoriste allemand qui a tourné en dérision le président turc Recep Tayyip Erdogan. Sedat Ergin, lui, est poursuivi depuis le mois de mars pour manipulation de l'opinion publique, suite à un article dans lequel le journaliste se moquait d'un discours du chef de l'Etat.
Contrôle des autorités
Ce n'est pas la première fois que le quotidien "Hürriyet" a des ennuis avec les autorités. Et de manière générale, de nombreux représentants des médias turcs déplorent une prise de contrôle croissante du pouvoir sur les organes de presse. L'an dernier, le syndicat des journalistes TGC estimait que depuis bien longtemps la population turque n'avait plus accès à des sources d'informations démocratiques et indépendantes.
Pour l'heure, difficile de savoir si Sedat Ergin pourra venir en personne à Bonn pour recevoir son prix. Ce dernier sera remis au mois de juin dans le cadre du Forum Mondial des médias organisé par la Deutsche Welle. L'an dernier, le lauréat du prix pour la Liberté d'expression était le bloggeur saoudien Raif Badawi. Lui-même étant en prison, c'est sa femme qui était venue en Allemagne pour lui.
La Turquie arrive 151ème sur 180 au classement mondial de la liberté de la presse établi chaque année par l'organisation Reporters sans frontières.

HCN.-Crise en Syrie, les pourparlers n'avancent pas


Le HCN ne laisse sur place à Genève qu'une équipe "technique". Le Haut comité des négociations - qui regroupe l'opposition- accuse le régime de Damas de massacrer des civils et quitte la table des discussions.
Mardi, des raids aériens ont visé deux marchés dans le nord-ouest de la Syrie. Bilan, une cinquantaine de morts. Pour l'opposition, il y a eu trop d'entorses à la trêve entrée en vigueur fin février. Celle-ci est bel et bien terminée.
Discuter avec le régime n'est plus envisageable pour le Haut comité des négociations, le HCN, explique Petra Becker, de l'Institut allemand des affaires internationales et de sécurité "l'opposition veut clairement que du côté de ses soutiens - américains et européens - il soit mis plus de pression sur la Russie, pour que la Russie de son côté exerce aussi plus de pression sur Damas. Jusqu'à présent, rien ne bouge. Nous avons vu la semaine dernière que le régime, en organisant des élections, a essayé de faire comme si tout allait bien et qu'il n'avait pas besoin de négocier."
Chaque camp reste sur sa position
Le principal coordinateur du HCN a affirmé qu'"il n'y aura pas de solution tant que le président syrien restera au pouvoir". Et en face, Damas ne veut pas entendre parler d'un départ de Bachar al Assad. Cette intransigeance tient à la peur du régime de voir sa base s'effondrer, estime Yezid Sayigh l'expert du Moyen-Orient à la Fondation Carnegie "le régime craint que si le pouvoir commence à être partagé, il risque la débandade. Le régime est structuré de telle sorte que les groupes locaux ont beaucoup d'autonomie en échange de leur loyauté. Ce n'est pas un système qui repose sur des institutions formelles, comme nous pouvons le voir ailleurs. Si une partie de ce système de contrôle commence à céder, tout pourrait s'effondrer."
L'opposition syrienne à demandé au Conseil de sécurité de l'ONU d'envoyer des observateurs internationaux en Syrie pour constater les violations à la trêve et demander des comptes je cite "aux coupables". Washington et Moscou ont assuré que ces pourparlers de Genève n'étaient ni bloquées ni gelées.

Andrea Nahles.-Plany podniesienia ustawowej płacy minimalnej w RFN

Minister pracy Andrea Nahles domaga się podwyższenia w RFN ustawowej płacy minimalnej. W czerwcu 2016 specjalna komisja ma przeanalizować wniosek szefowej niemieckiego resortu pracy.

Deustchland 100 Tage Mindestlohn - Andrea Nahles
Andrea Nahles (z p.) dyskutuje z przedstawicielką berlińskiego biznesu o bilansie 100 dni od wprowadzenia jednolitej stawki minimalnej
W czerwcu 2016 specjalna komisja wyda zalecenie ws. podniesienia w Niemczech ustawowej płacy minimalnej. Ale temat ten już teraz jest żywo dyskutowany. Jako pierwsza zabrała głos w tej sprawie na łamach „Rheinische Post” Andrea Nahles, minister pracy RFN. Ponieważ w chwili obecnej sytuacja ekonomiczna w Niemczech jest dobra i rosną wynagrodzenia, socjaldemokratka uważa, że powinno się podnieść płacę minimalną.
W ostatnim czasie mnożyły się głosy o podwyższeniu obecnej ustawowej stawki minimalnej, która wynosi 8,50 euro za godzinę. Szef zw. zawodowego Ver.di Frank Bsirske zapowiedział już we wrześniu, że zamierza zająć się tą sprawą.
Reprezentująca pracodawców w komisji ds. płacy minimalnej Michaela Rosenberger zasugerowała na łamach ekonomicznego dziennika „Handelsblatt” przyspieszenie wprowadzenia takiej podwyżki.

Pozytywny bilans wprowadzenia stawki minimalnej– Za stawkę 8,50 euro za godzinę rzeczywiście nie sposób jest przeżyć w Niemczech – powiedziała Rosenberger, która jest też szefową zw. zaw. pracowników przemysłu spożywczego, tytoniowego, gastronomii i hotelarstwa (Gewerkschaft Nahrung-Genuss-Gaststaetten).

Andrea Nahles pozytywnie oceniła na łamach „Rheinische Post” wprowadzenie przed rokiem w Niemczech ustawowej płacy minimalnej. Mówiła o „w pełni pozytywnym bilansie”. – To jest największa reforma socjalna ostatnich dziesięcioleci i pomimo wielu obaw obyło się bez zakłóceń ekonomicznych i bez utraty miejsc pracy – podkreśliła i wskazała na tak pozytywne skutki, jak chociażby zwiększenie miejsc zatrudnienia o 50 tys. i zwiększenia liczby pełnoetatowych miejsc pracy.
Dla podjęcia decyzji o podwyższeniu obecnej ustawowej płacy minimalnej kluczowe będą wnioski z dyskusji o tym, jaki wpływ zabieg ten będzie miał na szansę podjęcia pracy przez osoby ubiegające się w Niemczech o azyl. Ale szefowa resortu pracy RFN ma już gotową koncepcję.
Zamierza stworzyć uchodźcom możliwość podejmowania pracy zarobkowej za symboliczną stawkę godzinową w wysokości 1 euro tzw. ein-euro-job. Stworzenie takiego mechanizmu na rynku pracy dla uchodźców jest jednym z szeregu zabiegów mających na celu przyspieszenie ich integracji w Niemczech.

GOSPODARKA Obama i Merkel w Hanowerze. Przemysł chce umowy TTiP


USA to największy partner handlowy Niemiec i gość targów przemysłowych w Hanowerze. Targi pod hasłem „Przemysł 4.0” prezentują możliwości współdziałania człowieka z maszyną. Otworzą je w niedzielę Obama i Merkel.
Hannover Messe - Fahnen mit Logo
Ponad 5200 wystawców z 75 krajów zaprezentuje swój dorobek na największych targach przemysłowych świata, które tradycyjnie odbywają się w stolicy Dolnej Saksonii. Z USA przybyli tu m.in. przedstawiciele takich gigantów jak General Electric, Microsoft i IBM.
Roboty przyszłości
Podczas gdy Niemcy chcą na targach zabłysnąć sztuką inżynieryjną „made in Germany” oraz inteligentnymi maszynami, Amerykanie prezentują modele biznesowe bazujące na nowoczesnych platformach. Tegoroczne hasło „Przemysł 4.0” to nic innego jak dążenie do koordynowania działań ludzi i maszyn.
Hitem targów są inteligentne kombinacje czujników, które organizują – mniej lub bardziej bez ludzkiego udziału – całe procesy produkcyjne, włączając w to magazynowanie czy konserwację. Można tu też obejrzeć nowoczesne roboty, dla których spawanie czy podnoszenie ładunków to żaden problem, a na ogół potrafią wykonywać o wiele bardziej skomplikowane czynności.
TTIP Protest Augsburg
Protesty przeciwników umowy o wolnym handlu UE-USA są solą w oku niemieckich przedsiębiorców, którzy spodziewają się wielu korzyści po traktacie
USA największym partnerem handlowym Niemiec
Stany Zjednoczone po raz pierwszy są partnerem hanowerskich targów. W zeszłym roku stały się też największym partnerem handlowym Niemiec. Od zeszłego roku największy światowy rynek – USA – jest głównym celem eksportu niemieckich towarów. Przez ostatnie pół wieku była nim Francja. Do tej zmiany przyczyniła się m.in. słabość euro w stosunku do dolara. Wartość niemieckiego eksportu do USA wzrosła o jedną piątą, osiągając wartość 114 mld euro.
Ogólne obroty w handlu z USA osiągnęły rekordową wartość 173 mld euro i nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić. – Niemal dwie trzecie niemieckich przedsiębiorstw uważa, że ich sytuacja się poprawia. Nasz handel jest w tej chwili w dobrej kondycji – mówi szef Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej (DIGHK) Eric Schweitzer. Dodatkowego wsparcia Schweitzer spodziewa się po kontrowersyjnym, choć bardzo oczekiwanym traktacie o wolnym handlu (TTIP).

Na silnych powiązaniach gospodarczych korzystają m.in. konstruktorzy maszyn, którzy w ubiegłym roku wyeksportowali do USA urządzenia o wartości około 17 mld euro. Traktat TTIP przyczyniłby się do zniesienia technicznych barier i dodatkowych opłat związanych z eksportem. Branża pokłada zatem nadzieje w prezydencie USA. – Mamy nadzieję, że jeszcze za jego kadencji ustalimy przynajmniej warunki ramowe – mówi szef Związku Przemysłu Budowy Maszyn (VDMA), Reinhold Festge.Nadzieja w Obamie

W Hanowerze reprezentowane są takie firmy jak Siemens, Thyssenkrupp, BMW czy Bosch, a także liczne organizacje, w tym Związek Niemieckich Inżynierów (VDI), Federalny Związek Niemieckiego Przemysłu (BDI). – To wielka giełda kontaktów, których nawiązanie w normalnych warunkach trwałoby tygodniami. W ciągu tygodnia każdy tu może rozmawiać z każdym – zachwala targi wiceszef Amerykańskiej Izby Przemysłowej w Niemczech Frank Riemensperger.

POLITYKA Ostatnia wizyta prezydenta USA Baracka Obamy w Niemczech


Prezydent USA Barack Obama będzie przez dwa dni gościł w Hanowerze. Program wizyty przewiduje spotkanie z Angelą Merkel, otwarcia targów przemysłowych w Hanowerze i miniszczyt z europejskimi liderami.
Deutschland Hannover Besuch Barack Obama
Prezydenta Obamę powitał m.in. szef rządu krajowego Dolnej Saksonii Stephan Weil i ambasador USA w RFN
Prezydent USA Barack Obama bawi z piątą wizytą w Niemczech. W południe przybył z Londynu maszyną prezydencką Air Force One, która wylądowała na lotnisku w Hanowerze. Jest to przypuszczalnie ostatni raz, kiedy Obama bawi w Niemczech jako prezydent USA. Po wyborach prezydenckich w listopadzie zakończy on oficjalnie sprawowanie tej funkcji w styczniu 2017.
Deutschland Obama Besuch Hannover Air Force One
Air Force One to samolot mogący pomieścić 500 pasażerów. Do Hanoweru przyleciał nim prezydent z 70 osobami towarzyszącymi i 20 członkami załogi
Przez dwa dni Barack Obama jest teraz gościem stolicy Dolnej Saksonii. Po oficjalnym powitaniu z honorami wojskowymi przez Angelę Merkel uda się on na rozmowy polityczne w pałacu Herrenhausen. Rozmowy dotyczyć będą dwustronnych stosunków oraz najważniejszych tematów polityki światowej: kryzysu w Syrii i Libii i wiążącego się z nim zagrożenia terrorystycznego oraz kryzysu uchodźczego, konfliktu na Ukrainie, przyszłości Europy a szczególnie ewentualności tak zwanego Brexitu, wystąpienia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.
Podczas wizyty w Londynie prezydent Obama w zaskakująco dobitny sposób ostrzegał Brytyjczyków przed tym krokiem. W czerwcu br. mieszkańcy Wielkiej Brytanii w referendum będą mogli wypowiedzieć się w tej sprawie.
Promocja TTiP
Najważniejszym tematem rozmów będzie jednak przypuszczalnie planowana nowa transatlantycka umowa o wolnym handlu TTiP.
Należy się spodziewać, że prezydent Obama podczas swojej wizyty będzie zabiegał o podpisanie tej umowy, która obecnie jest jeszcze negocjowana. Niemcy mają poważne zastrzeżenia wobec umowy TTiP, czemu wyraz w sobotę (23.04.2016) dały dziesiątki tysięcy ludzi manifestujących w Hanowerze.
Deutschland Hannover Besuch Barack Obama
Hanower stoi przez dwa dni na baczność
Kanclerz Merkel i prezydent Obama już na przedpolu spotkania zachwalali tę umowę jako gwarantującą tworzenie nowych miejsc pracy po obu stronach Atlantyku.
Krytycy TTiP argumentują między innymi, że zawarcie tej umowy groziłoby wprowadzeniem amerykańskich standardów w ochronie konsumentów, co oznaczałoby gorszą ochronę konsumentów.
W niedzielę wieczorem prezydent Obama i kanclerz Merkel wspólnie otworzą Targi Przemysłowe w Hanowerze. Stany Zjednoczone są w tym roku gościem honorowym targów i jest to pierwszy raz, żeby prezydent USA otwierał ten największy na świecie pokaz rozwiązań technologicznych w przemyśle.
Po otwarciu przewidziana jest kolacja z czołowymi przedstawicielami gospodarki obydwu krajów.
Miniszczyt z Cameronem, Hollandem i Renzim
W poniedziałek (25.04.2016) kanclerz Merkel i prezydent Obama dokonają tradycyjnego obchodu po ekspozycji targowej, odwiedzając wybrane stoiska.
Prezydent USA wygłosi na targach przemówienie, które przypuszczalnie także będzie poświęcone najważniejszym zagadnieniom polityki zagranicznej.
Po południu kanclerz Merkel zaprosiła do Hanoweru na minispotkanie na szczycie premiera Wielkiej Brytanii Davida Camerona, prezydenta Francji Francois Hollande'a i premiera Włoch Matteo Renzi'ego. Szczyt poświęcony będzie międzynarodowym kryzysom, groźbie terroryzmu i umowie TTiP.

Beim.-Ugandas Zika-Wald: Der Schlüssel zu einem Impfstoff?


Beim Internationalen Zika-Gipfel in Paris ab diesem Montag ist auch Expertise aus Uganda gefragt: Hier wurde das Virus 1947 entdeckt, hier sind die Menschen immun. Simone Schlindwein berichtet aus dem Zika-Wald.
Ester Kilabo im Zika-Wald
Foto: Simone Schlindwein
Ester Kilabo nennt den Zika-Wald ihren Garten - Angst hat sie keine
Es ist dunkel und feucht im Zika-Wald. Der Namensgeber eines der gefährlichsten Viren der Welt ist nur 25 Hektar groß. Der Regenwald erstreckt sich entlang des Viktoria-Sees in Uganda, wenige Kilometer außerhalb der Kleinstadt Entebbe und nahe dem internationalen Flughafen. Zika bedeutet auf der lokalen Sprache Luganda "überwachsen". Seit 1937 ist der Wald ein Naturschutzgebiet und zwar unter der Leitung des ugandischen Viren-Forschungsinstituts. Denn hier finden Forscher immer wieder gefährliche Viren - so auch das Zika-Virus.
Ester hat keine Angst - der Zika ist ihr Garten
Ester Kilabo schlurft mit Flip Flops durch das Unterholz. Die 15-Jährige ist die Tochter des Waldhüters und bezeichnet den Zika als ihren Garten. Hier sammelt sie Pilze, wilde Beeren, Feigen - und Moskitolarven. Sie zeigt auf einen großen Turm inmitten des Waldes, der einem Telefonmast ähnelt. Barfuß klettert sie die Leiter empor.
Eingang zum Zika-Wald 
Foto: Simone Schlindwein
Im Zika-Wald entdeckten Forscher das Virus eher zufällig
Die Wissenschaftler vom Viren-Forschungsinstitut brächten hier oben Behälter mit Wasser an, in welche die Moskitos ihre Eier legten, erzählt sie und zeigt auf die Behälter. Das Mädchen kennt sich aus mit den gefährlichen Stechmücken, die in dem Wald nisten, kennt ihre lateinischen Namen: Aedes und Anopheles-Moskitos. "Ich habe vor diesen Moskitos keine Angst. Hier leben schon seit Ewigkeiten Menschen am Waldrand und es gab noch nie Krankheiten", sagt sie.
Immer mittwochs klettert Ester den mehr als 30 Meter hohen Turm hinauf, um die Behälter den Viren-Forschern zu übergeben. Das weltberühmte Forschungsinstitut liegt nur zehn Kilometer entfernt, in Entebbe. Dort erforschen Ugandas Virologen wie Julius Lutwama seit Jahrzehnten die gefährlichsten Viren der Welt, darunter Ebola, Marburg, Gelbfieber - und auch das Zika-Virus.
Eine Zufalls-Entdeckung
1947 wurde das Zika-Virus zum ersten Mal identifiziert - per Zufall, erzählt Lutwama: Zu jener Zeit studierten ugandische Virologen Gelbfieber, nachdem eine Epidemie in Westafrika ausgebrochen war. Damals fanden sie in diesem Wald im Blut eines Affens einen neuen Virus-Typ und nannten ihn Zika. Zu dem Zeitpunkt waren noch keine Infektionen beim Menschen bekannt.
Virusinstitut in Uganda
Foto: Simone Schlindwein
In Entebbe wird nicht nur zu Zika-, sondern auch zu Ebola-, Marburg- und Gelbfieber-Viren geforscht
Erst 1952 wurden Blutproben von einer Person in Tansania entnommen, die das Virus aufwiesen. Die Proben wurden im Virusinstitut in Uganda analysiert, das für ganz Ostafrika zuständig ist. Daraufhin hätten die Forscher auch bei Menschen in Uganda selbst - in Entebbe und Kisubi, nahe dem Zika-Wald - das Virus entdeckt, sagt Lutwama. In Untersuchungen von 1952 heißt es, dass von 84 untersuchten Personen 50 Zika-Antikörper im Blut hätten und alle Untersuchten, die älter als 40 waren, gegen das Virus immun seien.
Eine Reise um die ganze Welt
Dann war es fast ein halbes Jahrhundert still um Zika. Von der Entdeckung bis 2007 gab es nur 14 bestätigte Zika-Fälle bei Menschen in verschiedenen afrikanischen und asiatischen Ländern.
Auf den kleinen Tropeninseln Mikronesiens gab es schließlich 2007 den ersten größeren Zika-Ausbruch mit etwa 100 Infizierten. 2013 brach die Krankheit in Polynesien aus - hier wurden knapp 9000 Fälle gemeldet. Anfang 2015 wurde Zika schließlich in Brasilien identifiziert. Neun Monate später gab es in dem südamerikanischen Land eine Welle von Geburten von Kindern mit Mikrozephalie, also mit extrem kleinen Köpfen, was schwere Entwicklungsverzögerungen zur Folge haben kann.
Zika-Virus unter dem Elektronenmikroskop
Foto: REUTERS/Centers for Disease Control
In Uganda scheinen die Menschen gegen das Zika-Virus immun zu sein
Zika sei einmal um den Globus gewandert, stellt Lutwama fest. Ugandas führender Virologe wurde vergangenes Jahr in die USA eingeladen, um im dortigen Zika-Notfall-Zentrum seine westlichen Kollegen zu beraten. Die entscheidende Frage sei, warum das Virus in Uganda selbst nie zu größeren Epidemien geführt hat, in Südamerika aber schon, so Lutwama.
Ugandische Antikörper als Schlüssel zum Impfstoff?
In Entebbe will er die Gründe dafür finden. "Für die Forschung in Uganda ergeben sich ganz neue Fragen", erklärt Lutwama: Warum gibt es in Uganda so wenige Fälle? Warum brechen, wenn überhaupt, nur sehr schwache Infektionen aus? "Niemand stirbt hier davon und so geht die Epidemie fast unbemerkt vorüber", so Lutwama. Seine Schlussfolgerung: "Hier haben wir viele Virus-Arten, die mit Zika verwandt sind. Das verursacht wahrscheinlich eine Art Immunität bei uns."
Lutwama reist derzeit viel zwischen Uganda, den USA und Brasilien hin und her, um herauszufinden, wie diese Immunität bei Ugandern einmal entstanden ist. Er hofft, in den Antikörpern eine Möglichkeit zu finden, die Epidemie in Südamerika einzudämmen.

FLÜCHTLINGE"Eindruck der Opposition: Die EU ist käuflich"


Beim Türkei-Besuch der Bundeskanzlerin fielen kaum kritische Worte. Merkel wird zu große Nähe zu Erdogan vorgeworfen. Und das Ansehen der EU ist auf Jahre hinweg beschädigt, sagt Türkei-Experte Kristian Brakel.
EU und Türkei Flagge (Foto: DPA)
Deutsche Welle: In der türkischen Stadt Gaziantep hingen überall große Plakate: "Wir sind stolz auf unsere Kanzlerin Frau Angela Merkel und unseren Ministerpräsidenten Herrn Ahmet Davutoglu". Das erweckt doch den Eindruck, dass die zwei für dieselbe Politik stehen.
Kristian Brakel: Es gibt in der Türkei eine Art Hass-Liebe zu Deutschland und damit auch zu deutschen Politikern. Lange Zeit fühlte man sich ungerecht behandelt. Aber jetzt - da der türkische Premier Ahmet Davutoglu Seite an Seite mit der Kanzlerin kommt und man den Eindruck hat, die Kanzlerin spricht im Prinzip auf Augenhöhe mit der Türkei - ist das natürlich eine große Genugtuung, sowohl für die türkische Politik als auch für die türkische Bevölkerung.
Aber ist dieses Signal im Sinne der Kanzlerin?
Wenn wir auf die Sachpolitik blicken, bei der es um die deutsch-türkische Annäherung geht und die Wiederannäherung der EU an die Türkei, dann sollte das schon im Sinne der Kanzlerin sein. Und ich finde es bedauerlich, dass sie so viele Jahre gebraucht hat, um zu erkennen, dass die Türkei ein wichtiger, strategischer Partner ist. Das Problem sind aber die Umstände: dass wir uns gerade jetzt einer Türkei annähern, die nicht europäischer, nicht demokratischer wird, sondern - im Gegenteil - in eine andere Richtung driftet. Und dann kommt hinzu, dass die Flüchtlingspolitik, so wie sie betrieben wird, internationales Recht verletzt.
Kristian Brakel ist der Leiter der Heinrich-Böll-Stiftung in Istanbul (Foto: privat)
Kristian Brakel ist der Leiter der Heinrich-Böll-Stiftung in Istanbul
Der Besuch war eine gelungene Inszenierung. Hat sich die Delegation - bestehend aus Angela Merkel, Donald Tusk und Frans Timmermann - also bewusst auf die Selbstdarstellungs politik der türkischen Regierung eingelassen?
Ich glaube, für Premier Davutoglu, der selber keine starke Stellung im Land hat, ist wichtig, dass er Politik gestalten kann und die mächtigste Frau Europas an seiner Seite hat. In Fragen der Flüchtlingspolitik ist es seit vielen Jahren ein legitimes Anliegen der Türken, dass sie von den Europäern fordern, sich endlich an der Lösung der Flüchtlingsproblematik zu beteiligen und einen fairen Lastenausgleich zu schaffen. Allerdings kann es nicht so laufen, wie es momentan der Fall ist.
Erweckt Angela Merkel nicht den Eindruck, sie würde sich die Zusammenarbeit in der Flüchtlingspolitik erkaufen, wenn sie Menschenrechtsverletzungen nur so halbherzig anspricht, wie sie es bei diesem Besuch getan hat?
Auf jeden Fall. Donald Tusk hat da ja noch etwas deutlichere Worte gefunden. Aber es ist für die deutsche und europäische Politik beschädigend, dass bei türkischen Oppositionellen, aber auch in Europa selber, der Eindruck entstanden ist, dass die EU käuflich ist. Und genau das ist es, was Präsident Erdogan immer sagt: dass es in der EU nicht immer um Moral und es westlichen Politikern nicht immer um Werte geht, sondern um Islamfeindlichkeit, und dass man die Türkei als starkes Land unterdrücken will. Und diese Haltung bekommt durchaus Rückenwind, wenn man nicht klar macht, dass man in bestimmten Fragen eine Zusammenarbeit wünscht, weil es gemeinsame Interessen gibt, aber man sich eben weiterhin für Demokratie und Menschenrechte in der Türkei stark machen wird.
Türkei Merkel und Merkel und Davutoglu besichtigen das Flüchtlingslager Nizip (Foto: DPA)
Merkel und Davutoglu besichtigen das Flüchtlingslager Nizip
Und dieser Eindruck wird natürlich untermauert, wenn die Delegation in ein Vorzeigelager geht, die Zustände dort lobt, aber dabei ausklammert, dass Gaziantep eine IS-Hochburg ist und Amnesty International der Türkei vorwirft, sie bringe syrische Flüchtlinge wieder zurück nach Syrien. Von Sicherheit kann also nicht die Rede sein.
Ich glaube, dass es gut war, nach Gaziantep zu reisen, denn dort ist die ganze humanitäre Community ansässig. Und es ist ein Hotspot. Natürlich hält die türkische Regierung nichts davon, dass man in die Region um Izmir fährt, wo es keine organisierten Lager gibt, sondern die Menschen einfach auf der Straße hausen. Ich finde aber, das Verheerende an diesem Flüchtlingsdeal ist, dass er ganz massiv internationales Recht, die Rechte der Flüchtlinge, aushebelt. Sie haben es schon angesprochen: Personen dürfen nicht in ein Kriegsgebiet zurückgebracht werden.
Aber genau dieses Recht verletzt die Türkei augenscheinlich. Die Türkei bestreitet das zwar - und die Bundesregierung auch - aber es liegen ganz eindeutige Informationen vor. Mir selber liegen Informationen von Syrern vor, die ich kenne, denen genau das passiert ist. Und selbst wenn sie nicht zurückgebracht werden, ist die Grenze derzeit dicht. Die Syrer, die vor dem sogenannten "Islamischen Staat" oder dem Bombardement des Assad-Regimes fliehen wollen, können es nicht. Die Kanzlerin hat der Türkei zugesagt, dass man auf der syrischen Seite Flüchtlingslager und sichere Zonen schaffen werde. Aber das ist natürlich eine Illusion. Die Menschen sind dort nicht sicher.
Das heißt, die EU macht die Augen zu vor all dem?
Ja. Und das eigentlich Schmutzige an diesem Deal ist, dass man gesagt hat, dass unsere Ideale und völkerrechtlichen Verträge nicht das Maß aller Dinge sein können. Wir müssen die EU retten. Und dann müssen wir halt über das Leid dieser Menschen hinwegschauen. Ich glaube, das ist ein sehr großer Fehler. Es beschädigt nicht nur das internationale Recht, sondern auch die moralische Warte der EU. Die EU war lange für Menschen, die außerhalb von ihr leben, eine Instanz, die für Menschenrechte und Demokratie - auch außerhalb ihrer Grenzen - einsteht. Auch wenn man wusste, dass es wirtschaftliche und politische Interessen gibt. Aber ich denke, diesen Anspruch hat man jetzt aufgegeben und das Ansehen der EU auf Jahre hinweg beschädigt.
Wie kann denn die EU, wie kann Kanzlerin Merkel, überhaupt noch ein Zeichen setzen, dass sie natürlich auf der Seite von Demokratie und Menschenrechten stehen? Muss man sich beim nächsten Besuch mit der Opposition treffen?
Das wäre sicherlich jetzt schon ein richtiges Zeichen gewesen, und das hätte man auch durchaus verbinden können. US-Vizepräsident Joe Biden war kürzlich in der Türkei - natürlich hat er sich mit der Regierung getroffen, aber eben auch mit regierungskritischen Journalisten. Und so ein Zeichen würde man sich auch von der Kanzlerin wünschen. Dass sie sich mit denen zusammensetzt, die unter dem immer autoritärer werden Regierungsstil der Türkei leiden. Wenn sie es nicht macht, dann wäre es zumindest angemessen, dass Bundesaußenminister Frank Walter Steinmeier bald in die Türkei kommt und eben genau dieses Zeichen setzt.

ÖSTERREICH-Rechtsruck in Wien bei Präsidentenwahl

Der europakritische Slogan "Österreich zuerst" und der Missmut über die rot-schwarze Regierung in Wien haben der rechten FPÖ einen Triumph beschert. In der Stichwahl kommt es nun zum Duell "Blau" gegen "Grün".

Österreich Wahl 2016 Norbert Hofer
FPÖ-Kandidat Hofer hat nach seinem Sieg beim Vorentscheid um die Staatsspitze in Österreich gut lachen
FPÖ-Kandidat Norbert Hofer kam bei der Wahl am Sonntag auf rund 36 Prozent der Stimmen. Der Erfolg der rechtspopulistischen FPÖ bei der ersten Runde der Präsidentschaftswahl in Österreich ist eine schwere Niederlage für die etablierten Volksparteien. Hofer trifft in der Stichwahl nun auf den Grünen-Kandidaten Alexander van Verlierer sind die beiden Volksparteien
Die Kandidaten der beiden großen Volksparteien SPÖ und ÖVP kamen erstmals seit 1945 nicht in die Stichwahl. ÖVP-Kandidat Andreas Khol und SPÖ-Kandidat Rudolf Hundstorfer landeten weit abgeschlagen und erhielten jeweils nur rund elf Prozent. Es ist das erste Mal im modernen Österreich, dass der Bundespräsident nicht von einer der beiden Volksparteien gestellt werden wird. Für die FPÖ, deren Logo blau unterlegt ist, war es dagegen das beste Ergebnis einer Wahl auf Bundesebene seit ihrer Gründung im Jahr 1956.
"Heute wurde Geschichte geschrieben", sagte der FPÖ-Vorsitzende Heinz-Christian Strache. Es sei ein "politisch neues Zeitalter aufgeschlagen". Strache zeigte sich überzeugt, dass Hofer "nicht nur die Zwischenbestzeit schafft, sondern auch das Finale". Das schlechte Ergebnis der Volksparteien sei ein Zeichen für die große Unzufriedenheit der Bevölkerung mit der Politik der großen Koalition.
Bundeskanzler Werner Faymann (SPÖ) sprach von einer "klaren Warnung an die Regierung, dass wir stärker zusammenarbeiten müssen". Personelle Konsequenzen schloss er zunächst aus. Vizekanzler Reinhold Mitterlehner von der ÖVP sprach von einem "enttäuschenden Ergebnis". Es müsse ein "Relaunch" der Regierung geben, die nun ihre "letzte Chance" habe.
Der Luftfahrtingenieur und stellvertretende Parlamentspräsident Hofer ist mit 45 Jahren der jüngste der Kandidaten und konnte laut Analysen besonders bei jungen Wählern punkten. Seit einem Paragliding-Unglück benutzt der für seine Höflichkeit bekannte Politiker beim Gehen einen Stock. Letzte Umfragen hatten eigentlich erwarten lassen, dass der Grünen-Kandidat van der Bellen knapp vor Hofer landet.
Österreich Wahl 2016 Alexander Van der Bellen
Grünenkandidat van der Bellen hatte sich mehr erhofft und zeigte sich entsprechend geknickt
Der frühere Universitätsprofessor van der Bellen trat als Unabhängiger an, wurde aber von den Grünen unterstützt, deren Vorsitz er lange innehatte. Die frühere Verfassungsgerichtspräsidentin Irmgard Griss kam als unabhängige Bewerberin mit 18,5 Prozent auf den dritten Platz. Zwar ging damit ihre Hoffnung nicht auf, Österreichs erste Bundespräsidentin zu werden, doch ist der Erfolg der bis vor kurzem praktisch unbekannten Richterin ein großer Erfolg für eine Unabhängige.
"Österreich zuerst" als FPÖ-Slogan
Die Unterstützung der beiden Volksparteien, die das Land seit dem Zweiten Weltkrieg im Wechsel regieren, sinkt seit Jahren. Obwohl die Regierung von Werner Faymann (SPÖ) seit dem Herbst ihre Flüchtlingspolitik verschärfte, profitierte die FPÖ von der Krise. Hofer hat gedroht, als Bundespräsident die Regierung zu feuern, sollte sie nicht härter gegen Flüchtlinge vorgehen. Die FPÖ hatte unter dem europakritischen Slogan "Österreich zuerst" über Monate hinweg Stimmung in der Flüchtlingsfrage gemacht.
Der Bundespräsident in Österreich hat ähnlich wie in Deutschland traditionell eine vorwiegend repräsentative Funktion, doch ernennt er den Bundeskanzler und kann in bestimmten Fällen das Parlament auflösen.

Barack Obama und Agela Merkel in Hannover:-Eine Art Liebeserklärung


Merkel und Barack Obama in Hannover
Es dürfte der letzte Besuch des scheidenden US-Präsidenten in Deutschland sein - und Barack Obama zeigt Angela Merkel seine besondere Zuneigung. Die beiden wollen zusammen noch einiges erreichen.
Er kann es gar nicht oft genug sagen, was für eine tolle Politikerin die deutsche Bundeskanzlerin sei. Barack Obama nennt sie inzwischen nur noch beim Vornamen. Diese "Angela" ist aus Sicht des US-Präsidenten: vertrauenswürdig, ausdauernd, erfahren. Und in der Flüchtlingskrise stehe sie " auf der richtigen Seite der Geschichte ".

Geht es noch größer? Mit der Kanzlerin habe er auf internationaler Ebene "die wichtigste Freundschaft" seiner Amtszeit, sagt Obama.
Merkel ist irgendwann anzusehen, dass es ihr ein bisschen unangenehm ist, wie sie da vom mächtigsten Mann der Welt gelobpreist wird. Aber einen hat Obama noch: Außerdem, sagt der US-Präsident, "hat sie einen sehr guten Humor, den sie bei solchen Pressekonferenzen nicht immer so zeigt."
Großes Gelächter im Saal, grinsender Obama, verschämt lächelnde Merkel.
Die beiden sind weit gekommen, wie sie an diesem Sonntagnachmittag in Schloss Herrenhausen an ihren Pulten stehen. Obama, noch schmaler als früher, die Haare inzwischen so grau wie sein Anzug; die Kanzlerin in einem gewohnt farbenfrohen Blazer, heute leuchtend gelb. Der Trip am Vortag in die Türkei dürfte selbst sie Kraft gekostet haben, einige Male verhaspelt sich die Kanzlerin bei ihrem Auftritt mit Obama

Merkel und Obama - das war lange keine einfache Beziehung: Vorgänger George W. Bush hatte die Kanzlerin bewundert, der neue Mann im Weißen Haus zeigte erst mal Distanz. Andersherum blieb Merkel gegenüber dem messianisch überhöhten Obama ihrer gesunden Skepsis treu. Außerdem schaute Obama zunächst lieber nach Asien, Deutschland war ihm eher fremd.

Für eine Freundschaftsbilanz "zu beschäftigt"
Aber wie das so ist: Über die Jahre hat man sich doch schätzen gelernt, das gegenseitige Vertrauen wuchs. Auf die Frage, wie sie das Verhältnis bilanziere, will sich Merkel zwar in gewohnter Nüchternheit nicht einlassen: Dafür sei sie "zu beschäftigt". Aber natürlich wird die Kanzlerin ihn vermissen. Allein, weil sie Obama einschätzen konnte. Es gibt kaum etwas Wichtigeres für Merkel im politischen Umgang.
Aber es gibt ja auch noch eine Gegenwart. Und in der fühlt sich der Hannover-Besuch für Obama gut an. Nach den Tagen in Großbritannien kann er sich in Deutschland als grundsätzlich willkommen betrachten. Obama hatte sich auf der Insel offen gegen die Brexit -Befürworter gestellt - dafür haben sie ihn als Heuchler beschimpft, unter anderem der Londoner Bürgermeister und David-Cameron-Widerpart Boris Johnson ging ihn derart unflätig an.
In Hannover dagegen erscheint die Obama-Manie beinahe so irre wie früher: Der Flughafen hat für den US-Präsidenten und seinen Tross eine Start- und Landebahn für eine ganze Woche reserviert, die Vorstandschefs der größten deutschen Unternehmen baggern seit Wochen um ein gemeinsames Foto mit Obama beim Messe -Rundgang am Montagmorgen. Und selbst unter den deutschen Spitzenpolitikern, die am Abend zu dem Dinner mit Obama auf Schloss Herrenhausen geladen sind, soll mancher von einem Selfie mit dem scheidenden Präsidenten träumen.
Sogar unter den 35.000 Demonstranten, die am Samstag in Hannover gegen das geplante transatlantische Freihandelsabkommen TTIP protestierten, dürfte Obama Fans haben. Noch immer ist er selbst für manche Deutsche, die an den USA und ihrer Politik einiges auszusetzen haben, der gute Amerikaner.
Wer profitiert von TTIP - Europa oder die USA?
Ist er das wirklich? Obama hat sich im Amt als knallharter Wahrer US-amerikanischer Interessen gezeigt, was Merkel höchstpersönlich erleben musste, als im Zuge der NSA -Affäre bekannt wurde, dass auch ihr Handy abgehört wurde. Viel mehr als ein Schulterzucken hat das bei Obama nicht ausgelöst. Was die Realistin Merkel freilich nicht verwunderte, die deutsche Öffentlichkeit aber sehr wohl.Und so stellt sich auch beim Thema TTIP die Frage, ob das Abkommen vielleicht vor allem aus Sicht Washingtons erstrebenswert ist. Merkel sieht das anders, sie hält das Abkommen für beide Seiten für richtig und wichtig. Das wird auch bei der gemeinsamen Pressekonferenz deutlich, genau wie bei der anschließenden Eröffnungsshow zur Hannover-Messe: Obama und Merkel werben für TTIP - und drücken aufs Tempo. Er erwarte, dass das Abkommen bis Jahresende ausgehandelt sein werde, sagt Obama. Und Merkel: "Ich finde, wir sollten den unsrigen Teil dazu beitragen."
TTIP dürfte in Hannover also im Mittelpunkt stehen, aber es gibt ja noch genügend andere Themen, die Obama und Merkel gemeinsam angehen wollen: eine Friedensperspektive für Syrien genau wie in der Ost- Ukraine, die Weiterentwicklung der Nato , weitere Schritte im Kampf gegen den Klimawandel . Darum wird es auch beim kurzfristig einberufenen Fünfergipfel mit Frankreichs Präsident François Hollande , Italiens Regierungschef Matteo Renzi und Englands Premier Cameron am Montagnachmittag in Hannover gehen.
"Die Zukunft mit dem Präsidenten ist wichtiger als die Vergangenheit", sagt Merkel. Aber neun Monate sind schnell vorbei - und dann ist Obama nicht mehr Präsident. "Ich werde die Kanzlerin dann weiter als Privatperson bewundern", sagt er. "Und ich bin froh, dass sie weiter dabei ist."

Hugo Chávez quería ser el heredero político de Castro

La lógica de Hugo Chávez obedecía a una combinación de poder y delirio: quería ser el heredero histórico de Castro. Y quería demostrarle al mundo que el socialismo cubano, el original, el fidelista, sí podía funcionar



EDUARDO ESTRADA

Nunca dejará de sorprender el daño que el poder absoluto, concentrado en una persona, puede causar en la vida de los pueblos. Pero aún más misteriosa es la incapacidad de muchos pueblos para ver de frente el fenómeno, comprenderlo y evitarlo. Es el triste caso de un sector del pueblo venezolano, ciego al desmantelamiento de su propio país perpetrado por Hugo Chávez y su Gobierno en beneficio del régimen dictatorial más longevo del mundo actual: el de los hermanos Castro.
En su trato con Venezuela, la lógica de Fidel siempre fue económica y geopolítica. El petróleo venezolano estuvo en su mira desde el triunfo de la Revolución. El 24 de enero de 1959, en un ríspido encuentro en Caracas, Rómulo Betancourt se negó a regalárselo. Como respuesta, a mediados de los sesenta Venezuela recibió las primeras incursiones guerrilleras de América Latina: planeadas, instrumentadas y vigiladas personalmente por Castro. Tras el fracaso de esas expediciones, Castro tardó en rehacer sus relaciones diplomáticas con Venezuela. Y de pronto —tras el derrumbe de la URSS— la providencia le otorgó un anacrónico y fervoroso admirador: Hugo Chávez.
Durante su estancia en Cuba, Chávez quedó seducido por Castro: “Las generaciones se han acostumbrado a que Fidel lo hace todo —dijo en una entrevista—. Sin Fidel no pareciera que hubiese rumbo. Es como el todo”. Chávez también querría ser “como el todo”. Y para demostrarlo, cuando llegó al poder hizo realidad el sueño de Fidel: le regaló el petróleo venezolano, y mucho más.
La lógica de Chávez obedecía a una combinación de poder y delirio: quería ser el heredero histórico de Castro. A cualquier coste. Y quería demostrarle al mundo (aun al propio Fidel) que el socialismo cubano, el original, el fidelista, sí podía funcionar. “Fidel es para mí un padre, un compañero, un maestro de la estrategia perfecta”, declaró Chávez. Pero necesitaba más, necesitaba que Castro lo ungiera como sucesor. Quizá iba en camino de serlo, pero se le atravesó la muerte.
En términos simbólicos, el pacto se selló en una conferencia en la Universidad de La Habana en 1999 cuando Hugo Chávez fustigó a quienes venían “a pedirle a Cuba el camino de la falsa democracia” y profetizó: “Venezuela va hacia el mismo mar hacia donde va el pueblo cubano, mar de felicidad, de verdadera justicia social, de paz”. Quince años después, puede afirmarse que la emulación ha sido exitosa: Venezuela se parece cada vez más a Cuba.

El Gobierno insiste en que se trata de una “guerra económica de la derecha”

Emular a Cuba políticamente fue una decisión imperdonable, que Chávez instrumentó cuidadosamente. Para apartar a Venezuela de la “falsa democracia” supeditó, de manera personal y patrimonial, a todos los poderes formales: legislativo, judicial, fiscal, electoral. Paralelamente, confiscó buena parte de la televisión, la radio y la prensa. El Gobierno de Maduro siguió la pauta con mayor crudeza: confiscó el resto de la televisión, bloqueó la venta de papel a los pocos diarios independientes que quedaban, reprimió manifestaciones de oposición, acosó y apresó a líderes y mató estudiantes. Hace unas semanas, habilitó al Ejército a disparar contra manifestantes. Y en estos días, en un acto abiertamente dictatorial, ha arrestado al valeroso alcalde de Caracas, Antonio Ledezma.
La emulación social de Cuba partió de un consejo de Fidel a su obediente pupilo: a partir de 2003 Chávez instituyó las misiones de atención médica, educativa, alimentación, vivienda, que por un tiempo, con personal cubano, aportaron una mejora social en la vida de muchos venezolanos. Para Cuba el acuerdo fue casi milagroso: anualmente Venezuela le ha aportado el doble que la URSS en tiempos de la Guerra Fría (arriba de 10.000 millones de dólares). Pero para Venezuela el costo político y económico ha sido inadmisible, absolutamente irracional.
El acuerdo ha constado de tres partes, todas beneficiosas para el régimen de Cuba. La primera es la exportación de servicios (40.000 personas, médicos sobre todo, también maestros, instructores deportivos y otras profesiones). Del monto anual recibido de 5.600 millones de dólares, el Estado se queda con más del 95% y canaliza el resto al personal “exportado”. El segundo componente (que en 2010 llegó a 2.700 millones de dólares) es la exportación subsidiada de petróleo: más de 100.000 barriles diarios a precios y condiciones preferenciales (gracias a las cuales Cuba refina parte del petróleo y hasta lo reexporta). El tercer elemento ha sido la inversión directa de Venezuela en 76 proyectos, alrededor de 1.300 millones de dólares.
El arreglo con Cuba ha sido solo un renglón de los muchos que constituyen el dispendio del régimen chavista, quizá el mayor de la historia petrolera del mundo. Pero en 2008, con el precio del barril a 145 dólares (y expectativas de alcanzar los 250), el apoyo a Cuba parecía una gota en el mar de la felicidad. En esos mismos años, en un acto de machismo revolucionario y mediático, Chávez aceleró su política de expropiaciones y estatizaciones. Curiosamente, nunca lo perturbó el hecho de que Raúl Castro comenzara a introducir reformas económicas inversas al modelo que Chávez imponía a su país. Y nunca vio que los caprichos de su política económica (y la corrupción asociada a ella) minarían directamente la justicia social que se proponía instituir.
El petróleo no llegó a 250 dólares el barril sino que bajó de 50. Ahora abastecerse de alimentos es la principal angustia del venezolano. La escasez de comida, medicinas y equipo médico es alarmante. Las colas en los supermercados son largas y tortuosas. El Ejército apresa a quien se atreve a sustraer un pollo. El Gobierno insiste en que se trata de una “guerra económica de la derecha”, por tanto mantiene firme su política de control cambiario que propicia el mercado negro, donde una nueva casta de vendedores ambulantes (con información privilegiada) compran productos regulados a precios insignificantes y los revenden a capricho.

Tras su gira continental en busca de apoyos, Nicolás Maduro declaró: “Dios proveerá”

Por su “verdadera democracia”, por la crisis económica de sus servicios sociales, por la estatización de su economía y su mercado negro, Venezuela se parece cada vez más a Cuba. Con una diferencia mayor: Nicolás Maduro no tiene una Venezuela alternativa a quien pedir un subsidio.
Hace unas semanas, tras su gira continental en busca de apoyos económicos, Maduro declaró: “Dios proveerá”. A lo cual “Dios” (por la pluma del genial humorista Laureano Márquez) en una carta pública dirigida a Mi pequeña y hermosa criatura, respondió diciéndole: “Yo ya proveí’: tierras fértiles, llanos ganaderos, selvas para cultivar cacao y café, ríos caudalosos y navegables, playas turísticas y mucho más:
En el subsuelo les puse las reservas petroleras más grandes del planeta. Tienen también, oro, aluminio, bauxita, diamantes. Como si lo anterior fuese poco, les acabo de enviar 15 años de la bonanza petrolera más grande que ha conocido la historia de la humanidad. Multiplica, bebé: dos millones y medio de barriles diarios x 100 dólares x 30 días x 12 meses x 15 años”.
Al propio “Dios” omnisciente le parecía incomprensible que los chavistas hubiesen convertido a Venezuela en una ruina. Por eso rubricó su carta de modo terminante: “Lo siento, hijo, tengo que decirte que tu petición a las finanzas celestiales también ha fracasado”.
“El mar de la felicidad”, aquella imagen lírica de Chávez, suena más cruel confrontada con el atropello a los derechos humanos, el encarcelamiento bárbaro de Leopoldo López, el arbitrario arresto de Ledezma, el acoso a María Corina Machado, la polarización ideológica y la pesadumbre general de la vida en Venezuela. Pero están a la vista las elecciones parlamentarias. Ojalá la mayoría del bravo pueblo venezolano vea de frente el daño que el poder personal absoluto de Hugo Chávez y su obediente séquito ha hecho a su país. Ojalá comprenda el costo exorbitante del acuerdo con Cuba. Ojalá vote con tal claridad que el cambio comience a ser irreversible.
Pero la protesta ante los atropellos no puede esperar. Mario Vargas Llosa ha señalado la dolorosa condición histórica de Venezuela: el país que liberó a buena parte de la América hispana sufre ahora el abandono de sus “países hermanos”. Tiene razón. Mientras Maduro ahoga la libertad, la OEA duerme la siesta. Si no despierta ahora, no despertará jamás.