SPOŁECZEŃSTWO Chcesz mieć zwierzę? Weź je w leasing!


Zwierzęta domowe potrafią uszczęśliwiać ludzi, ale przysparzają też wiele pracy. Czy podołam opiece? - zastanawiają się ludzie działający w duchu odpowiedzialności.
Symbolbild Hahn
Kto chce mieć zwierzęta i działa w duchu odpowiedzialności, ten zadaje sobie już wcześniej pytanie, czy podoła opiece nad jakimś dwu- albo czworonogiem. Pomimo, że brzmi to na pierwszy rzut oka dość drastycznie, rozwiązaniem może być wzięcie zwierząt w leasing.
Kiedy Ralf-Wigand Usbeck zbliża się do kurnika w swojej zagrodzie w Achim koło Bremy, kury witają go z wyraźnym entuzjazmem. Czują, że niesie im coś dobrego. I faktycznie: z ręki dziobią mu małe robaki, które przyniósł. Pan Usbeck głaszcze je i wyjaśnia, że muszą się przyzwyczaić do dotyku ludzkiej ręki. Za kilka dni zmienią bowiem właściciela.
Od początku tego roku pan Usbeck wypożycza ludziom kury na kilka tygodni. Zaczął ze stadkiem 10 kur, teraz ze względu na duże zainteresowanie ma ich już 35. Pięć z tych kur jest teraz pod opieką pani Bente Laux i jej rodziny, mieszkającej koło Hanoweru.
- Mój mąż już od dawna nosił się z myślą, żeby mieć kury - opowiada pani Laux - ale ciężko było mu podjąć decyzję.
Bienenstock
Leasing pszczół i 30 kg miodu rocznie
Teraz może to wypróbować i to w bardzo komfortowych warunkach: wraz z kurami dostarczono mu mały kurnik, ogrodzenie, karmę, podściółkę. W usłudze jest też transport i sprzątnięcie po całej gromadce, kiedy kury będą odbierane przez pierwotnego właściciela.
Jajka od zaprzyjaźnionych kur
Rodzina Laux musi teraz codziennie tylko dawać kurom świeżą wodę i karmę. Od czasu do czasu trzeba zmienić podściółkę. Kury odwdzięczają się za to świeżymi jajkami.
- To coś naprawdę szczególnego: mamy teraz jajka od zaprzyjaźnionych kur - mówi pani Laux.
Właśnie ten aspekt staje się coraz ważniejszy dla konsumentów, dlatego jak grzyby po deszczu rozwija się biznes polegający na ułatwieniu kontaktu żywych „producentów” z odbiorcami.
Niektóre fermy oferują np. patronat nad kurami i za miesięczną albo roczną opłatą otrzymuje się zniesione przez te kury jajka. Ten model nie przewiduje jednak zabrania kury do domu. Podobne modele sprawdziły się już w hodowli świń i krów: po uboju otrzymuje się "zakontraktowane" w ten sposób mięso.
Mało pracy, bliski kontakt
Podobnie mało pracy, ale bardzo bliski kontakt ze zwierzętami mają klienci, którzy u Dietera Schimanskiego biorą w leasing pszczoły. Pszczelarz z Bremy dostarcza rój pszczół z ulami do ogrodu klienta. W ramach kompleksowej usługi rejestruje ten rój u odpowiednich władz, pielęgnuje pszczoły i odwirowuje miód. Jego klienci dostają potem świeży miód już w słoikach - około 30 kg na rok.
Jest to bardzo komfortowa sytuacja, bo klienci nie ponoszą właściwie żadnej odpowiedzialności, jaką normalnie mają hodowcy, i która czasami przerasta ich siły.
Jak podaje niemiecka organizacja ochrony zwierząt, w Niemczech co roku do schronisk trafia od 200 do 300 tys. zwierząt domowych. Właśnie te liczby skłoniły Katrin Roesemeier i Mandy Schmidt do założenia wypożyczalni zwierząt.
Ostereier als Hintergrund
Króliki źle się chowają w pojedynkę
W Hessisch-Oldendorf w Dolnej Saksonii Katrin Roesemeier wypożycza na dłuższy czas psy samotnym, starszym ludziom. Cała usługa obejmuje także dostawy karmy, zajęcie się zwierzęciem w czasie urlopu czy wizyty weterynarza. Kiedy opiekun zwierzęcia umiera albo nie daje sobie rady z opieką, pani Roesemeier przyjmuje zwierzę z powrotem.
Firma Mandy Schmidt nosi zgrabną nazwę „Rent a Rabbit” („Wynajmij królika”). Firma działa w Dolgen am See koło Rostoku i jest minischroniskiem dla królików. Bardzo często biorą od niej zwierzęta ludzie, którym akurat królik padł. Króliki najchętniej żyją w stadku i niedobrze jest chować je w pojedynkę. Czyli jeżeli jeden zdechnie, trzeba go albo gdzieś oddać, albo poszukać zastępczego towarzysza. Obecnie pani Schmidt ma w obiegu 18 królików.
- Ważne jest, żeby były to zdrowe egzemplarze, o silnym charakterze, bo - jak mówi - takie właśnie osobniki w ciągu kilku tygodni dobrze adaptują się w nowym otoczeniu.

Obrońcy zwierząt są jednak bardzo sceptyczni wobec takich modeli. - Wiele zwierząt nawiązuje silne emocjonalne relacje ze swoimi właścicielami i przywiązuje się do miejsca - wyjaśnia Michael Heitz, przewodniczący Niemieckiego Zrzeszenia Hodowców Zwierząt. - Zwierzęta to nie towar, który może przechodzić z rąk do rąk – podkreśla. Krytyka obrońców zwierząt

Podobnego zdania jest Związek Ochrony Zwierząt, który zaznacza, że w takich modelach biznesowych zwierzęta degraduje się do roli przedmiotów, które przesuwa się z miejsca na miejsce, jak komu jest wygodnie.

POLITYKA Obama domaga się większego udziału Bundeswehry na wschodniej flance NATO


Waszyngton naciska na większe zaangażowanie niemieckiej armii na wschodniej granicy Sojuszu Północnoatlantyckiego. Do tej pory Berlin był raczej wstrzemięźliwy.
Litauen NATO Manöver
Stany Zjednoczone domagają się większego zaangażowania Niemiec w militarną obecność na flance wschodniej NATO – podaje magazyn „Der Spiegel“. Zaznacza, że kanclerz Angela Merkel będzie konfrontowana z tym żądaniem podczas zwołanego przez nią mini szczytu w Hanowerze. Oprócz prezydenta USA i kanclerz Niemiec wezmą w nim udział w poniedziałek (25.04.2016) szefowie rządów Wielkiej Brytanii, Włoch oraz prezydent Francji.
NATO Übung Noble Jump in Zagan Polen
Planowane wzmocnienie flanki wschodniej ma być sygnałem dla Rosji (na zdjęciu ćwiczenia wosjkowe NATO w Żaganiu w czerwcu 2015)
Sygnał dla wschodnich partnerów
„Der Spiegel”, powołując się na doniesienia z kręgów rządowych, pisze, iż USA naciska, by niemiecka armia bardziej intensywnie uczestniczyła w planowanym stacjonowaniu rotacyjnych jednostek NATO na wschodniej granicy Sojuszu. USA oczekują przede wszystkim od Niemiec i Wielkiej Brytanii wysłania oddziałów i sprzętu wojskowego potrzebnych natowskim oddziałom stacjonującym w Polsce, Rumunii i państwach b
Jak podaje hamburski magazyn, Obama poczynił odpowiednie zapowiedzi w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego. Decyzja o nowej misji ma zapaść na lipcowym szczycie NATO w Warszawie a misja ma być dodatkowym sygnałem dla wschodnich partnerów, którzy czują się zagrożeni przez Rosję.
Niemcy po presją
W ten sposób Niemcy zostaną zmuszone do działania – konkluduje hamburski magazyn. Do tej pory Berlin powstrzymywał się od udziału w tych planach, ponieważ Bundeswehra jest już w znacznym stopniu zaangażowana w nowe grupy operacyjne NATO i zadeklarowała swój udział do 2020 roku.
Dla Merkel nie będzie to w Hanowerze jedyny trudny temat. Kanclerz chciała przy okazji wyjaśnić niektóre punkty sporne w negocjacjach odnośnie umowy o wolnym handlu UE-USA. Prezydent Francji François Hollande chce jednak pominąć ten temat z powodów wewnątrzpolitycznych, ponieważ kwestie wolnego handlu są obecnie we Francji niepopularne.

DEMOCRACY Obama heads to Hanover to pitch TTIP and talk defense


Global business and politics are on US President Barack Obama's agenda in Hanover. And he's tacked on a security summit with Chancellor Angela Merkel and the leaders of France, Britain and Italy.
Hotel Seefugium Hannover
The streets of the northern German city of Hanover, with a population of half a million, generally get a little more crowded at this time of year, when thousands of exhibitors and about 200,000 visitors come for the world's largest industrial exhibition - one of the many trade fairs held in the capital of the state of Lower Saxony.
This year, there's one more visitor. President Barack Obama is coming to town himself, accompanying a large delegation of representatives of US businesses.
Invited by German Chancellor Angela Merkel, Obama will be welcomed Sunday for a policy meeting before his planned opening of the trade fair. And there's more on Obama's agenda in Germany than just commerce.
Deutschland Hannover Proteste gegen TTIP
Europeans turned out en masse to oppose TTIP ahead of Obama's visit
Keep kids indoors
With talks held in its newly reconstructed castle, Hanover's Herrenhaus baroque gardens will serve as the backdrop for Obama's political meetings. Business negotiations will take place on the trade fair grounds and at the HCC conference center. Each of the venues is separated from the others by several kilometers, which means that for the duration of Obama's visit, high-security measures will be imposed and areas of the city temporarily off limits to the public - including the parks near the private lake on which the grounds of the president's Seefugium hotel (picture) are situated.
Thousands of police officers will be on duty. Ahead of the visit, a community meeting was held in which regulations for area residents were laid out. "It's not like we're just inviting someone over for a coffee," Thomas Rochell, the police official heading the operation, told them. For the duration of Obama's visit, residents have been instructed not to take out their trash, stand at their windows or wave: That could make the sharpshooter on nearby rooftops nervous.
Parents have been instructed to keep their children from playing in the yard, and residents have been told to announce visitors in advance. It could have been worse: There was talk of evacuating the entire neighborhood during Obama's visit. Hanover's airspace has been partially closed, and private pilots are grounded.
As a consolation for upending their lives, the trade fair has donated 10,000 donuts to local residents, which they can pick up at certain bakeries throughout the city on Sunday. Yet the goodwill gesture hasn't replaced the bad taste left in many locals' mouths.
Increasingly skeptical citizenry
Many Europeans take major issues with the Transatlantic Trade and Investment Partnership, the neoliberal pact President Obama is expected to push on his visit. Those who favor TTIP have said that alleviating customs and nontariff trade barriers such as technical standards and requirements will result in economic growth and new jobs. Opponents fear the compromises will result in lower standards and have criticized the fact that the negotiations and meetings to solidify the agreement have been kept secret.
A survey undertaken by the Bertelsmann Foundation found that both Germans and Americans view TTIP with skepticism. A third of Germans oppose the pact, up from about a quarter in 2014.
Just 15 percent of Americans now say they support the agreement; two years ago, that number was just over 50 percent. Forty-six percent of US respondents and 30 percent of Germans said they did not have enough information to answer the question.
Just a few weeks ago, Chancellor Merkel had told business leaders that she hoped to seal the TTIP deal by the end of the year. In November, a new US president will be elected; none of the remaining candidates have expressed much desire to make an unpopular free-trade agreement part of their campaign platforms. If TTIP doesn't happen with Obama in office, the agreement will likely be pushed back for a more receptive time.
Business leaders remain optimistic that their deal will happen despite opposition from labor and environmental groups, however. "We're hoping to get a clear affirmation from President Obama and the chancellor this year concerning the successful negotiation of the TTIP deal," said Anton Börner, president of the Federation of German Wholesale, Foreign Trade and Services. "The time for tactics is over; the negotiations have to be sped up."
On Monday, US Commerce Secretary Penny Pritzker will meet with German Economy Minister Sigmar Gabriel. Seven EU commissioners who are currently working on the TTIP negotiations are also expected to be in Hanover.
G-5 summit, too
Although President Obama had planned to set off for the United States already Monday afternoon, a minisummit has been called with foreign heads of state for that afternoon in Hanover.
"It's not every day that the American president comes to Europe so this is a good opportunity for an exchange," said Christiane Wirtz, the deputy spokeswoman for the German government. And there's plenty for the five heads of state to discuss. "Think, for example, about the situations in Syria and Libya and regarding refugees," Wirtz said.
The summit has Obama and Merkel meeting with UK Prime Minister David Cameron, French President Francois Hollande and Italian Prime Minister Matteo Renzi at the Herrenhaus Castle. That's not good news for the locals, who'll need to obey the security regulations a bit longer, but they should be allowed to put their garbage out by 5 p.m. on Monday.

Hitzewelle.-Indien leidet unter Hitze und Dürre


Ein Viertel der Bevölkerung darbt: Mehr als 330 Millionen Inder sind nach Regierungsangaben von einer schweren Dürre betroffen. Für Menschen, Tiere und Felder fehlt es in vielen Bundesstaaten an Wasser.

VW.-Volkswagen mit Rekordverlust


Der Abgasskandal hinterlässt tiefe Spuren in der Bilanz von VW. Europas größter Autobauer verbucht für 2015 einen Verlust von 1,6 Milliarden Euro. Die Auswirkungen der Krise werden noch lange zu spüren sein.
Logo Volkswagen Werk VW Abgasskandal Diesel Benzin Öl Wirtschaft
Angesichts der immensen Kosten für den Abgas-Skandal muss Volkswagen den größten Verlust seiner Konzerngeschichte verkraften. Im vergangenen Jahr lag das Ergebnis unterm Strich mit minus 1,6 Milliarden Euro massiv in den roten Zahlen. Das teilte der Autokonzern am Freitag nach einer Sitzung des Aufsichtsrats mit. 2014 stand noch ein Gewinn von knapp 11 Milliarden Euro in den Büchern. Das operative Ergebnis sackte von 12,7 Milliarden Euro 2014 auf Minus 4,1 Milliarden. Ohne die Kosten für die Abgas-Affäre wäre der operative Gewinn aber leicht gestiegen. Der Umsatz von Europas größtem Autobauer stieg um 5,4 Prozent auf gut 213 Milliarden Euro.
Für die Folgen des Diesel-Skandals muss der Konzern in seiner Bilanz für 2015 rund 16,2 Milliarden Euro zurückstellen. Damit steigt der Puffer für die bisher absehbaren Kosten der Diesel-Krise nach bereits erfolgten Rückstellungen im dritten Quartal noch einmal um fast 10 Milliarden Euro an. Zuletzt hatte es im Jahr 1993 einen Jahresfehlbetrag gegeben, als sich VW ebenfalls in einer Krise befand: 1,94 Milliarden D-Mark, also umgerechnet rund eine Milliarde Euro. Im Jahr 2014 hatte der Konzern unter dem Strich rund 11 Milliarden Euro verdient.
Deutschland VW CEO Matthias Müller
VW-Vorstandschef Matthias Müller
"Das operative Geschäft des Volkswagen Konzerns ist kerngesund. Das belegen die Zahlen vor Sondereinflüssen für das vergangene Geschäftsjahr klar und deutlich", erklärte der Vorstandsvorsitzende Matthias Müller. Zugleich räumte er ein, das die aktuelle Krise, Volkswagen finanziell sehr stark belaste.
Minimale Dividende, Kürzung bei Boni
Der Konzern will für jede seiner stimmrechtslosen Vorzugsaktion nur noch 0,17 Euro ausschütten. Vor einem Jahr war für 2014 noch der Rekordwert von 4,86 Euro geflossen. Für die stimmberechtigten VW-Stammaktien sollen entsprechend 0,11 Euro fließen (zuvor: 4,80 Euro).

Entgegen bisheriger Ansagen will Volkswagen die bisherigen Ermittlungsergebnisse zur Schuldfrage im Diesel-Skandal auf unbestimmte Zeit nicht veröffentlichen. Mit einer Veröffentlichung von Zwischenergebnissen "zum gegenwärtigen Zeitpunkt" wären unvertretbare Risiken für Volkswagen verbunden, teilte der Konzern mit. Als Gründe für die Entscheidung nannte Volkswagen sowohl mögliche finanzielle Risiken bei den drohenden Strafzahlungen in den USA als auch negative Effekte bei der Ermittlungsarbeit der amerikanischen Behörden. Die beauftragte US-Kanzlei Jones Day geht davon aus, ihre Untersuchungen im vierten Quartal 2016 abschließen zu können.Wegen des Abgasskandals kappt Volkswagen die Vorstandsboni um 30 Prozent. Das Geld werde aber in Aktien umgewandelt und geparkt, erklärte der VW-Aufsichtsrat und niedersächsische Ministerpräsident Stephan Weil (SPD) am Freitag in Wolfsburg. Nach Ablauf von drei Jahren werde geprüft, wie sich der Aktienkurs entwickelt hat. Liege der um ein Viertel über dem jüngsten Niveau, werde das Geld ausbezahlt, liege er darüber, gebe es sogar entsprechend mehr Geld zurück. Nur wenn der Kurs darunter liege, bekämen die betroffenen Vorstände das Geld nicht.

Erste Einigung in den USA
Volkswagen hatte mit einer illegalen Software Abgastests bei Dieselfahrzeugen manipuliert. Dabei ging es um Werte des gesundheitsschädlichen Stickoxids. Dies hatte den Konzern in eine schwere Krise gestürzt. Weltweit sind elf Millionen Fahrzeuge betroffen. VW drohen neben den hohen Rückstellungen in der Bilanz noch immense Risiken wegen Strafzahlungen und Klagen in Milliardenhöhe.
Am Donnerstag hatte VW Fortschritte in den USA, wo der Skandal vor sieben Monaten seinen Ursprung genommen hatte, erzielt. VW einigte sich mit den US-Behörden auf die Grundzüge einer Lösung im Abgas-Skandal. VW hat nun die Chance, mit Behörden und Sammelklägern Vergleiche auszuhandeln. Die Lösung umfasst nach Angaben des zuständigen Richters in San Francisco die Option, dass VW einen Großteil der Autos zurückkaufe oder durch Umrüstung in einen erlaubten Zustand versetze. Leasingnehmern werde das Recht eingeräumt, ihre Verträge zu beenden und ihre Wagen zurückzugeben. Zudem werde der Hersteller "substanziellen Schadenersatz" an die Besitzer zahlen. Konkrete Zahlen hierzu wurden aber zunächst nicht genannt. Die laufenden strafrechtliche Ermittlungen der US-Justiz und Verfahren von US-Staatsanwälten sind von der Einigung nicht betroffen.

RAUMFAHRT Sentinel: Acht wunderschöne Satelliten-Bilder unserer Erde

Drei Satelliten hat Copernicus, das Erdbeobachtungsprogramm der EU, schon ins All geschossen: 1A, 2A und 3A. Aber das war nur der Anfang! Mit dem Sentinel-1B wird nun die erste Mission komplettiert.
Das Erdbeobachtungsprogramm der Europäischen Union, Copernicus, steht vor einem wichtigen Schritt: Am Freitag startet Satellit Sentinel-1B. Damit ist die erste von sechs Sentinel-Missionen vollendet. Jede der Missionen besteht aus zwei Hälften, einem A-Satelliten und einem B-Satelliten.
Die Satelliten, die bereits durch die Umlaufbahn kreisen (1A, 2A und 3A) haben bereits hochaufgelöste Fotos und andere Daten geliefert, die Wissenschaftlern helfen, die Erde zu beobachten, unseren Einfluss auf die Umwelt zu analysieren und auch die Wege von Schiffen auf vielbefahrenen Wasserstraßen nachzuvollziehen.
Daten, die Sentinel-1A zur Erde geschickt hat, haben beispielsweise gezeigt, dass im vergangenen Jahr die Reisproduktion im Mekong Delta, in Vietnam, einem der größten Reisanbaugebiete der Welt, abgenommen hat. Ein möglicher Grund dafür ist El Niño.
Der Sentinel-1B Satellit soll am 22. April um 21:02 Uhr GMT (23:02 Uhr Mitteleuropäischer Sommerzeit) vom Europäischen Weltraumbahnhof in Französisch-Guayana starten.
Unsere Galerie zeigt nur eine Handvoll der vielen beeindruckenden Fotos, die die Sentinel Satelliten 1A, 2A und 3A seit 2014 gemacht haben. Die Bilder sind mit der Erlaubnis der European Space Agency (ESA) zugeschnitten worden. Hier kann man sie in ihrer ganzen Pracht bewundern.

Algorithmus für "Game of Thrones" Der nordische Krieger

In wenigen Tagen beginnt die 6. Staffel der Fantasy-Serie "Game of Thrones". Informatik-Studenten der TU-München haben jetzt berechnet, wer die nächsten Folgen wahrscheinlich nicht überleben wird.
Kaum hat man sich an einen Charakter gewöhnt, hat ihn im schlimmsten Fall lieb gewonnen, ist er schon wieder tot. Vergiftet, erdolcht, gelyncht. "Game of Thrones" ist irgendwie anders. Vermeintliche Hauptdarsteller und Schlüsselfiguren der TV-Serie, die auf den Büchern von George R. R. Martin beruht, überleben nicht lange.
Da wird nicht lange gefackelt, der Verschleiß an redlichen, gemeinen, mutigen und ängstlichen Charakteren ist dramatisch. Wer überlebt die nächste Folge, wer stirbt als nächstes und bleibt irgendjemand bis zum Ende übrig? Wenigstens Tyrion Lannister oder die "Mutter der Drachen", Daenerys Targaryen?
Dank mehr als 40 kreativer Informatik-Studenten der TU-München kommen wir den Antworten zumindest ein bisschen näher. Mit Hilfe eines von ihnen entwickelten Algorithmus wollen sie herausgefunden haben, wer als nächstes draufgeht in Westeros und Essos.

Die Idee dazu hatte Guy Yachdav, natürlich Hardcore-Fan der Fantasy-Serie und Doktorand an der TU-München. Um einen der üblicherweise eher langweiligen Programmierkurse ein bisschen unterhaltsamer zu gestalten, entwickelte er gemeinsam mit seinen Kommilitonen Anwendungen, um das Internet nach allen verfügbaren Daten zu "Game of Thrones" zu durchforsten und zu analysieren.
Damit soll die Wahrscheinlichkeit abgeleitet werden können, welcher der Serien-Charaktere voraussichtlich als nächstes sterben wird.

Erdbeben in Nepal mit.-Das Nachbeben im Kopf

Vor einem Jahr erlebte Sachit Shrestha das Erdbeben in Nepal mit, sah die Bilder der Zerstörung mit eigenen Augen. Jetzt setzt er sich dafür ein, dass die Menschen in seiner Heimat ihre Häuser anders bauen als früher.

Ein alter Mann vor den Trümmern seines Hauses (Foto: Sachit Shrestha)
Er saß in seinem Elternhaus in Kathmandu auf dem Boden, es war Samstag Mittag, der einzige freie Tag der Woche. Er hatte gerade zusammen mit Mutter und Vater gegessen, wollte nachmittags einen Onkel besuchen. Im Schneidersitz hockte er da und las Zeitung – als plötzlich alles zu wackeln anfing. Sachit Shrestha erinnert sich genau an diesen Moment am 25. April 2015. "Ich wusste sofort, was los war. Dass das ein Erdbeben war. Sowas kennen wir ja in Nepal, es passiert häufig. Aber solch ein starkes Beben hatte ich noch nie erlebt." Er hatte keine Orientierung mehr, erzählt er. Konnte nicht aufstehen, weil er keinen festen Halt unter den Füßen hatte. "Es war ein Gefühl der Bodenlosigkeit, als würde man auf Wackelpudding stehen. Ich habe auch gedacht: Das überlebe ich nicht." Bis heute sind die Bilder in seinem Kopf, lassen ihn nicht los.
Irgendwann schaffte Shrestha es doch, sich aufzurichten und schwankend ins Nebenzimmer zu gehen, wo seine Eltern sich aufhielten. Gemeinsam bahnten sie sich einen Weg ins Freie, während um sie herum alles wankte. Das Haus blieb stehen, bis auf ein paar Risse unversehrt. Es sei stabil gebaut, sagt Sachit. Ganz anders als viele andere. Nicht nur in der Hauptstadt Kathmandu, sondern auch in den betroffenen ländlichen Gegenden. Den Erdstößen der Stärke 7,8 hielten hunderttausende Bauwerke nicht stand, fielen in sich zusammen. Zwei Wochen später bebte die Erde noch einmal - fast genauso stark. Insgesamt wurden bei der Naturkatastrophe knapp 9000 Menschen getötet. Die Familie von Sachit Shrestha hatte Glück: Alle überlebten.
Zwischen Rheinland und Himalaya
Sachit Shrestha und ein Freund auf dem Boden eines Hauses beim Zuschneiden von Zeltplanen aus Papier(Foto: Sachit Shrestha)
Gleich nach dem Beben schnitten Sachit Schrestha (r.) und seine Freunde als Nothilfemaßnahme Zeltplanen aus dem Papier von Werbeplakaten zurecht
Eigentlich wohnt Shrestha schon lange nicht mehr in seinem Heimatland. 1997 kam er nach Aachen, um Medizintechnik zu studieren – und blieb. Anfang 40 ist er heute, er hat zwei Töchter und lebt mit seiner Familie in der Nähe von Köln. Seit ein paar Jahren ist er im IT-Bereich tätig, hat eine eigene Firma, die Planungssoftware für Ingenieure und Architekten entwickelt - mit Büros in Deutschland und Nepal. Durchschnittlich vier- bis fünfmal pro Jahr fliegt er deshalb nach Kathmandu. So auch im April 2015. Anderthalb Wochen wollte er eigentlich bleiben, am Ende wurde mehr als ein Monat daraus.
Die ersten Nächte nach dem Beben verbrachte die Familie im Freien, gemeinsam mit Nachbarn. Sie schneiderten notdürftig Zelte aus Plakatpapier, nicht nur für sich selbst, sondern auch für andere. Shrestha war dankbar, die Katastrophe heil überstanden zu haben. Und beschloss, anderen Überlebenden zu helfen. "Viele meiner Verwandten sind Bauingenieure oder sonst in der der Baubranche tätig", erzählt er. "Dadurch, dass ich in diesem Umfeld groß geworden bin, habe ich viel über das Bauwesen mitbekommen. Ich konnte schon als Kind Bauzeichnungen lesen oder interpretieren."
Ein alter Mann vor der Ruine seines Hauses (Foto: Sachit Shrestha)
Viele Häuser in Nepal waren ohne stützende Querverbindungen oder Verankerungen gebaut - und fielen beim Beben sofort in sich zusammen
Verkettung unglücklicher Umstände
Dieses Wissen möchte er jetzt nutzen, um einen Beitrag dazu zu leisten, dass künftige Beben nicht so verheerende Folgen haben. Das – so ist er überzeugt – lässt sich vor allem dadurch erreichen, dass die Häuser im Land künftig anders gebaut werden. "Die Menschen haben grundlegende Regeln missachtet. Viele haben ihre Häuser selbst errichtet, mit den Materialien, die in ihrer Umgebung zur Verfügung standen." Oft sei dann auf ein einfaches Fundament nur Stein auf Stein oder Ziegel auf Ziegel gesetzt und mit Lehm zusammengefugt worden. Stützen oder Querverbindungen habe es nicht gegeben, so dass konventionell gebaute Häuser über keinerlei stabilisierende Festpunkte oder Verankerungen mehr verfügt hätten.
Auch der Zeitpunkt der Naturkatastrophe trug dazu bei, dass die Schäden so groß waren. "Normalerweise kommt es in der Monsunzeit zu Erdbeben. Durch den Regen ist der Boden mit Feuchtigkeit getränkt", erklärt Sachit Shrestha. Dadurch ist die Erde flexibler und federnder. Das Gleiche gilt für die mit viel Lehm gebauten Häuser. Auch dort sammelt sich die Feuchtigkeit an, macht das Mauerwerk elastischer. "Das Beben im Frühjahr 2015 aber fiel in die Mitte der Trockenzeit, alles war steinhart. Deshalb haben die Mauern sofort nachgegeben und sind regelrecht auseinandergefallen. Da war überhaupt keine Bindung mehr."
Draht als Lösungsansatz
Ein mit Drahtgeflecht umschlossenes Mauerstück (Foto: Sachit Shrestha)
Langfristig setzt Shrestha auf das Konzept sogenannter Gabionen: Die Mauerteile sind dann komplett mit Draht verkleidet - wodurch sie stabiler zusammenhalten
Zurück in Deutschland überlegte Shrestha, wie man schnell und effektiv neue Behausungen für die obdachlos gewordenen Menschen errichten könnte. Zunächst ging es um Übergangshäuser - aber das eigentliche Ziel war es, den Betroffenen ein neues "echtes" Zuhause zu schaffen. Preisgünstig musste es sein. So viel wie möglich sollte recycelt werden: Wellblech oder auch Holz aus den Ruinen. Denn finanzielle Mittel standen nur begrenzt zur Verfügung. Insgesamt rund 25.000 Euro haben die Deutsch-Nepalische Gesellschaft und der Familienkreis Nepal, bei denen Shresthra sich engagiert, seit der Katastrophe gesammelt. Das Geld floss nicht nur in Baumaterialien oder Werkzeug, sondern beispielsweise auch in Schulmaterialien und Kinderkleidung. Viel wichtiger aber für die Zukunft der Überlebenden sei das Know-How, sich künftig besser zu schützen, sagt Shrestha.
"Wir mussten auch Überzeugungsarbeit leisten", erinnert er sich. Denn das, was er vorschlug, entsprach eben nicht der Bauweise, die die Menschen gewohnt waren. Um Gebäude am Einsturz zu hindern, setzte Shrestha auf ein ganz einfaches Hilfsmittel: Draht. Einzelne Mauerteile aus Steinen oder Ziegeln werden komplett mit Draht eingefasst, so die Idee. Draht ist billig, kann ohne viel Werkzeug verarbeitet werden und lässt sich außerdem unkompliziert transportieren, auch in schwer zugängliche Gegenden. Ähnliche Drahtkörbe – sogenannte Gabionen – werden auch in Deutschland eingesetzt, beispielsweise in der Landschaftsarchitektur oder als Lärmschutzwälle im Straßenbau.
Menschen arbeiten auf der Baustelle eines gerade begonnenen Hauses (Foto: Sachit Shrestha)
Zunächst wurden Übergangshäuser gebaut - wie hier in dem Ort Bungamati. Diese Behausungen sind aber nur eine Zwischenlösung
In Nepal sollen sie Leben retten. Denn durch das schützende Geflecht sollen die Gebäude flexibler und resistenter werden. Und der Draht soll verhindern, dass die Mauern im Fall eines Erdbebens auseinanderbrechen. Eine Hauswand wird in mehrere Teile gesplittet, die dann wiederum miteinander verbunden werden. "Im Optimalfall wird das Ganze auch noch durch ein eingearbeitetes Holzgerüst im Mauerwerk verstärkt", sagt Shrestha. "Aber oft ist geeignetes Holz Mangelware. Was vorhanden ist, wird für das Dach gebraucht." Bambus ist für so ein "Stützskelett" leider keine geeignete Alternative. "Solange es trocken bleibt, ist Bambus ein gutes und verlässliches Material. Aber wenn es regnet, wird unbemerkt von innen alles morsch. Das ist gefährlich."
Hilfe zur Selbsthilfe – mit Schwierigkeiten
Ein solches drahtgestütztes Haus ist unterm Strich nicht teurer als ein konventionell gebautes. Eigentlich sah der Ansatz auch vor, die Kosten aufzuteilen. " Wir haben die Materialien teilweise gezahlt und außerdem das Werkzeug zur Verfügung gestellt. Einen Teil musste die Gemeinde selbst erbringen. Und der dritte Teil sollte von der Regierung kommen. Das hatte sie zugesagt. Aber es hat nicht funktioniert." Tatsächlich haben die meisten Betroffenen noch nichts gesehen von den Milliardenhilfen, die von internationaler Seite nach dem Beben zugesagt wurden. Denn die Auflagen zur Verteilung des Geldes wurden nur schleppend erfüllt.
Eine noch niedrige Hausmauer in Nepal mit eingearbeitetem Bambus-Gerüst
Bambus wird bei Feuchtigkeit schnell morsch - und kann ein Haus dann nicht mehr stabilisieren
Erschwerend für den Wiederaufbau kommt hinzu, dass Nepal vor einigen Monaten eine neue Verfassung bekam – was zu schweren Unruhen im Land führte, weil sich Minderheiten benachteiligt fühlten. "Das Problem ist, dass Nepal seit langem in einer politischen Krise steckt. Seit fast 25 Jahren wird schon von einer Übergangszeit gesprochen", kritisiert Shrestha. Seine eigene Hilfe lief trotzdem an, auch ohne Zutun der Regierung. Bis heute sind 40-50 neue Häuser entstanden, in Kathmandu selbst und im Umkreis von 100 Kilometern.
Ob sie einem weiteren Erdbeben stand halten könnten? Sachit Shrestha neigt den Kopf zur Seite. "Ich finde den Begriff erdbebensicher insgesamt problematisch." Eine Garantie dafür gebe es nie. Wichtig aber sei nicht nur die Stärke der Erdstöße, sondern auch der Faktor Zeit. "Durch unsere Bauweise können wir ein Zeitfenster schaffen. Wir wollen verhindern, dass die Menschen direkt unter ihren Häusern begraben werden. Weil die Mauern nicht direkt auseinanderbrechen, haben sie genug Zeit, sich in Sicherheit zu bringen."
Porträtaufnahme von Sachit Shrestha (Foto: Sachit Shrestha)
Seit fast 20 Jahren lebt Sachit Shrestha schon in Deutschland
Das Beben sitzt in den Knochen
Genau zwölf Monate sind vergangen - aber für Sachit Shrestha ist der Tag der Katastrophe noch ganz nah. Sein Leben hat sich verändert, das Beben hallt nach in seinem Kopf. "Die Angst ist geblieben. Nicht nur, wenn ich in Nepal bin, sondern auch hier in Deutschland." Er zeigt auf den alten Dielenboden in seinem Wohnzimmer. Früher hat es ihn nie gestört, dass der Boden mitschwingt, wenn man darüber geht.
Doch das ist jetzt anders. "Die Vibrationen versetzen mich sofort in die Situation von damals zurück." Selbst die Zimmerpflanzen verbannte er zeitweise auf den Balkon. Weil er das Erzittern der Blätter nicht ertragen konnte. Zu stark war die Erinnerung an die schwankenden Bäume in Kathmandu. "Langsam wird es etwas besser, aber sobald ich Bilder von damals im Fernsehen sehe, bekomme ich eine Gänsehaut."

El PP volverá a ganar las elecciones generales con mayoría absoluta, ante la precariedad e indigencia de la oposición.


25/04/2018 


La propuesta socialdemócrata, a la que se han apuntado Cs y Podemos, necesita una reflexión crítica para rehacerse como proyecto político. Si no están de paso por la socialdemocracia, los nuevos izquierdistas tienen que responder a estas urgencias.


Empecemos por una constatación fronteriza con lo obvio: un determinado acontecimiento, por celebrado como positivo que pueda resultar, no convierte en igualmente positivo y bueno todo lo que viene después, aquello a lo que abre paso. Así, por poner un ejemplo que pueda servir de inicial ilustración, hubo casi total unanimidad en celebrar la llamada caída del Muro como un triunfo de la libertad política y de la democracia, y no creo que hoy hubiera, ni remotamente, parecida unanimidad (más bien al contrario) en la valoración, pongamos por caso, de la figura de Putin, o de los actuales Gobiernos de Hungría o Polonia.


Salvando todas las diferencias —que las hay, en cantidad y calidad— también se dio un amplio acuerdo a la hora de considerar que el 15-M de 2011 significó un grito de saludable indignación por parte de amplios sectores sociales, duramente castigados por la crisis y que hasta ese momento no habían encontrado la manera de plantear en la plaza pública su profundísimo malestar. Pero de ahí no se desprende, y menos de manera automática, que la situación política en algún sentido propiciada por aquellas protestas merezca la misma consideración que el detonante que las hizo estallar.
Como es natural no estoy intentando establecer una relación causa-efecto con el hecho de que en las próximas elecciones generales la victoria por mayoría absoluta del Partido Popular será inevitable. No albergo dudas respecto a que la clave para explicar el triunfo de Mariano Rajoy se encuentra más en la reacción de sus antiguos votantes como consecuencia de la segura ineficacia de sus opositores.  Con todo, no habría que descartar que una reflexión sosegada sobre la relación entre ambos momentos (el del desorden y el del orden) arrojara una cierta luz sobre la realidad de la sociedad española.
El partido de Iglesias ha de recorrer la distancia que hay entre indignación y argumentación
Lo que de veras me interesa plantear es una pequeña reflexión sobre el significado de la irrupción en la escena política española de una nueva fuerza de izquierda, Podemos, que se ha arrogado el monopolio de la representación de aquella ciudadanía indignada, autoproclamándose la voz de quienes hasta ahora no habían conseguido hacerse oír. No es poco, ni banal, lo que se pone en juego en semejante irrupción. Se trata de pasar del aludido grito a la palabra, de la queja a la propuesta. O, si se prefiere (por qué no decirlo), de recorrer la distancia que separa la indignación de la argumentación.
La distancia se podrá recorrer con mayor o menor celeridad, pero, en todo caso, no puede ser obviada. Porque, por más cargado de razón que pudiera estar aquel grito, la política obliga a que dicha razón sea mostrada en público. Y es ese insoslayable momento el que parece estar planteándole algunos problemas importantes a esta fuerza emergente, no siendo el menor el de la ineludible elaboración del diagnóstico de la situación sobre la que pretende incidir.
Dejemos, pues, de lado el asunto, ya sobradamente comentado, de los abundantes volantazos político-ideológicos que ha ido dando Podemos, olvidemos sus propias referencias al leninismo amable o sus identificaciones con lejanos regímenes políticos poco afines a un modelo clásico de democracia liberal, y aceptemos esa autoubicación en el terreno de la socialdemocracia que parece estar siendo, al menos hasta el momento, la definitiva. Al aceptarla, el debate ya no puede seguir planteado en los añejos términos entre posibilistas y utópicos (o maximalistas), entre reformistas y revolucionarios o cualquier otra contraposición semejante. Tanto es así que incluso en alguna ocasión Pablo Iglesias ha declarado, para subrayar que su partido no está fabulando ningún horizonte político y social inalcanzable, que en realidad a lo que aspira es a que vuelva a haber en España lo que ya hubo bajo los primeros Gobiernos de Felipe González (al que Iglesias, por cierto, durante un tiempo excluía cuidadosamente de sus críticas hasta que el expresidente decidió dedicarle un brutal exabrupto, comparándolo con Aznar). Y por si hiciera falta remachar el clavo, el líder de Podemos suele reiterar que el problema que tiene con las direcciones socialistas no es tanto lo que ellas proponen como el abismo que separa tales propuestas y las actuaciones posteriores.
La categoría ‘casta’ ha sido abandonada; ahora la diferencia entre Podemos y el PSOE es cuestión de fe
La pregunta inevitable que, llegados a este punto, no queda otro remedio que plantear es: ¿y por qué razón dejó de haber lo que había?; ¿simplemente porque unos dirigentes incompetentes o corruptos traicionaron su ideario de izquierdas y se dedicaron a destruir lo que, por cierto, ellos mismos habían contribuido de manera determinante a crear? Por supuesto que si los responsables de Podemos hubieran mantenido los planteamientos con los que se dieron a conocer, la respuesta sería la de atribuir a la condición de casta de los cuadros socialistas todos los males ocurridos desde hace un tiempo. Pero como la categoría ha sido abandonada, sin que quienes hasta ayer mismo lo utilizaban profusamente hayan proporcionado la menor explicación de su abandono (¿ha dejado de haber casta o ya todo es casta?), ahora parece que la respuesta de recambio es un acto de fe, de corte más bien esencialista: ellos por definición no son de fiar, mientras que nosotros, en cambio, sí.
En todo caso, que para tales preguntas los líderes de Podemos parezcan carecer de respuestas mínimamente satisfactorias no es en el fondo lo más grave. Mucho más importante es lo que ni siquiera parecen haberse planteado (puesto que ni lo nombran). Y es que, más allá de los innumerables errores que en el pasado haya podido cometer el PSOE, hay un problema que sobrepasa a este partido en sentido estricto para afectar a la propuesta socialdemócrata en cuanto tal. Porque es evidente que esta necesita, con carácter de máxima urgencia, llevar a cabo una profunda reflexión crítica que le permita rehacerse como proyecto político para estar en condiciones de enfrentarse a la brutal embestida del capitalismo en su actual fase de desarrollo. ¿O es que acaso en el resto de países europeos gobernados por partidos socialdemócratas sigue habiendo lo que había hace décadas?
Si nuestros nuevos izquierdistas no son capaces ni siquiera de medirse con todos estos interrogantes, habrá que empezar a pensar que, en el fondo, también la socialdemocracia es para ellos una estación de paso, y en tal caso quedarían obligados a responder a la pregunta del millón: de paso, ¿hacia dónde? (si es que lo saben).
Manuel Cruz,  catedrático de Filosofía Contemporánea en la Universidad de Barcelona.

Bundespräsident Österreichs. Unzufriedenheit vor der Bundespräsidentenwahl

ÖSTERREICH

Österreich: Unzufriedenheit vor der Bundespräsidentenwahl

Die Bevölkerung hat genug von ihrer Regierung. Deswegen haben die Kandidaten der Koalition aus Sozialdemokraten und Volkspartei kaum Chancen, es in die Stichwahl zu schaffen, berichtet Alison Langley aus Wien.
Österreich Wahlplakate 2016 - Foo: picture alliance/APA/picturedesk/Techt
Norbert Hofer trägt eine Waffe - manchmal sogar, wenn er seiner Arbeit als Parlamentarier nachgeht. Nach eigenen Angaben hat er Angst vor Flüchtlingen. Er will, dass Österreich aus der EU austritt, dass das Tragen von Kopftüchern für Frauen verboten wird und dass alle Ausländer aus dem Sozialsystem des Landes herausgeworfen werden.
Hofer wird vielleicht der nächste Bundespräsident Österreichs. Der Kandidat der rechtspopulistischen Freiheitlichen Partei Österreichs (FPÖ) ist einer von sechs Politikern in der ersten Runde der Wahl am Sonntag. Umfragen zeigen, dass viele Wähler noch unentschlossen sind. Aber wenn man den Zahlen glaubt, könnte Hofer rund 24 Prozent der Stimmen holen. Damit könnte er sich einen Platz in der Stichwahl nächsten Monat sichern. Der aktuelle Präsident, Heinz Fischer, darf nicht für eine dritte Amtszeit kandidieren.
Norbert Hofer (FPÖ) - Foto: picture-alliance/dpa/Ch. Bruna
Macht mit Ausländerfeindlichkeit Wahlkampf: FPÖ-Kandidat Norbert Hofer
Sein Gegner wird wahrscheinlich entweder Alexander Van der Bellen, ein Wirtschaftswissenschaftler und ehemaliger Bundessprecher der Grünen, oder Irmgard Griss, ehemalige Präsidentin des Obersten Gerichtshofs in Österreich. Sie kandidiert - genau wie Van der Bellen - als Unabhängige und hofft, als erste Frau in Österreich in die Wiener Hofburg einzuziehen.
In den letzten Umfragen lieferten sich Hofer und Van der Bellen ein Kopf-an-Kopf Rennen: Beide lagen zuletzt bei etwa 24 Prozent. Griss folgte gleich dahinter, mit rund 22 Prozent.
Frustriert und desillusioniert
Was auffällt: Unter den aussichtsreichsten Bewerbern um den Bundespräsidentenposten sind keine Kandidaten der Regierungskoalition. Rudolf Hundstorfer von den Sozialdemokraten und Andreas Khol, Kandidat der Österreichischen Volkspartei (ÖVP), liegen zurück. So auch Richard Luger, der 82-jährige Baulöwen, der dafür bekannt ist, dass er sich von Stars und Sternchen wie Kim Kardashian zum Wiener Opernball begleiten lässt.
Österreichs scheidender Bundespräsident Heinz Fischer - picture alliance/APA/picturedesk.com/R. Schlager
Bundespräsident Heinz Fischer darf nach zwei Amtszeiten nicht mehr zur Wahl antreten
"Die Menschen sind zutiefst unzufrieden mit der Regierung", erklärt Eric Frey, Politikwissenschaftler und Redakteur der Tageszeitung "Der Standard", im Gespräch mit der DW. Die Österreicher seine verärgert über die Flüchtlingspolitik ihrer Regierung und sie haben auch Zweifel, ob die Mitte-Links/Mitte-Rechts Koalition die wachsende Liste an Problemen Österreichs bewältigen kann. Zu den Problemen gehören: ein kaputtes Bildungssystem, steigende Arbeitslosenzahlen und ein Haushaltsdefizit, das wegen einer schlecht gehandhabten Bankenkrise zu explodieren droht. Während die Koalitionspartner über mögliche Lösungen streiten, sehen die Österreicher ihre Regierung als das eigentliche Problem.
Nicht nur Flüchtlingskrise
Zunächst ließ die Regierung zehntausende Migranten durchs Land reisen, bevor sie abrupt die Grenze zumachte und Zäune errichten ließ. Khol, der Kandidat der Volkspartei, in deren Aufgabenbereich der Umgang mit Asylbewerbern fällt, hat laut aktuellen Umfragen nur rund 11 Prozent.
Griss-Wahlplakat in Wien. (Foto: Alison Langley, DW)
Die parteiunabhängige Irmgard Griss macht sich als erste Frau Hoffnungen auf das Bundespräsidentenamt
Die Flüchtlingsfrage dominiert zwar seit einem Jahr die Medien, aber sowohl Frey als auch Thomas Hofer, ein unabhängiger Politberater und PR-Experte, glauben, dass die öffentliche Meinung nicht nur darauf reduziert werden kann. "Die Flüchtlingskrise hat die Streitigkeiten zwischen den Partnern offengelegt", sagte Hofer der DW. "Sie hat die Spaltung vertieft und beschleunigt."
Die regierende Große Koalition aus Sozialdemokraten und der Volkspartei hat ein Mandat bis 2018. Die Bundespräsidentenwahl ist der einzige Weg für die Bevölkerung, ihre Unzufriedenheit schon vorher kundzutun - obwohl das Amt hauptsächlich repräsentativ ist.
Kommt die erste Präsidentin?
Lange führte Van der Bellen die Umfragen an. Seine Beliebtheit rührt zum Teil daher, dass er als eloquent und staatsmännisch wahrgenommen wird. Von 1997 bis 2008 war er Bundessprecher der österreichischen Grünen.
Griss, die in der Steiermark geboren wurde, ist weniger bekannt, obwohl sie Präsidentin des Oberen Gerichtshofs war. Sie war nie einer politischen Partei zugehörig, erlangte aber Aufmerksamkeit, als sie 2014 mit der Leitung der Untersuchungskommission zum Fall Hypo Alpe Adria Bank beauftragt wurde. Die österreichische Regierung hatte mehr als fünf Milliarden Euro in die Bank gesteckt, die in viele Korruptionsaffären verstrickt war. Die Juristin ist konservativ, ambitioniert und muss nicht laut werden, um sich durchzusetzen. Viele Frauen sagen, sie unterstützen Griss, weil sie gern eine Frau auf einem hohen, gewählten Posten sehen wollen.
Wer das Rennen um die Nachfolge des scheidenden Bundespräsidenten Heinz Fischer macht, ist noch ungewiss. Bei den vergangenen zwei Wahlen gab es extreme Schwankungen im Wählerverhalten, so dass Beobachter wie Thomas Hofer die Meinungsumfragen für nicht aussagekräftig halten.