Cel: czwarta klasa.-Rzeki przepłynąłem, góry pokonałem. Drogi wodne wracają do łask

Żegluga na Odrze
Żegluga na Odrzefoto: SHUTTERSTOCK
W 1618 r., w porcie gdańskim zanotowano najwyższe ilości spławianych dolną Wisłą towarów. Z terenów całej Rzeczpospolitej do Gdańska drogą rzeczną dotarło kilkaset tysięcy ton towarów. Na ten wywóz składało się przede wszystkim zboże (250 tys. ton), ale również  drewno, potaż, smoła drzewna i inne produkty służące okrętownictwu. Od tego czasu polskie rzeki już tylko sukcesywnie traciły na znaczeniu w narodowej gospodarce. Teraz ten negatywny trend zostać ma w końcu odwrócony.
Po wielu latach zaniedbania i szydzenia z polski dróg asfaltowych, doczekaliśmy się nowych odcinków autostrad oraz przyzwoitej sieci dróg ekspresowych. Wielką modernizację zaczyna przechodzić również kolei, której wstawanie z kolan widać gołym okiem w wielu regionach. Czas na drogi wodne.
Rzeki w ruinie
Według raportu po kontroli „Funkcjonowanie Żeglugi Śródlądowej" przygotowanego przez Najwyższą Izbę Kontroli w 2014 r., na koniec 2012 r. łączna długości śródlądowych dróg wodnych wynosiła 3655 km, w tym długość rzek żeglownych - 2413 km.

Jak wskazała NIK, zdecydowaną większość stanowią drogi wodne o znaczeniu regionalnym, których łączna długość w 2012 r. wynosiła 3441 km. Jedynie znikoma ich część nadaje się do żeglugi dla większych statków czy barek – 214 km.
Wedle obiecujących zapowiedzi rządowych, przy sporym zainwestowaniu pieniędzy na międzynarodowym znaczeniu zyskają dwie królowe polskich rzek: Wisła i Odra. Do 2030 r. na naszą naturalną zachodnią granicą wydane zostanie ponad 30 mld zł. Za te ogromne pieniądze powstać ma Odrzańska Droga Wodna oraz kanał Śląski. W założeniu Odra będzie w pełni żeglowna na całej długości już w ciągu czterech lat. Całkowity koszt modernizacji wszystkich rzecznych dróg śródlądowych szacowany jest przez MGMiŻŚ na 60 mld zł.
Na Odrzańską Drogę Wodną już do 2020 r. zaplanowano wydatki rzędu 2,9 mld zł. Znacznie więcej, bo aż 11 mld zł będzie kosztować budowa kanału Śląskiego, który połączy Odrę z Wisłą.
Przewidziano też 3,1 mld zł na dostosowanie kanału Gliwickiego, 2,9 mld zł na modernizację 20 stopni wodnych oraz 6,6 mld zł na budowę 14 nowych stopni wodnych na odcinku Brzeg Dolny - ujście Nysy Łużyckiej oraz 4,5 mld zł na budowę 8 stopni wodnych na tzw. Odrze granicznej.
Wiceminister resortu Jerzy Materna podkreślił, że 670 mln zł zaplanowano na przeprojektowanie zbiornika Racibórz z funkcji suchej na wielofunkcyjną. - Planujemy, by Racibórz był zbiornikiem mokrym łącznie z funkcją żeglowną i stał się również zabezpieczeniem wodnym dla regionu – dodał.
Jak podkreśla minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk, inwestycje związane z Odrzańską Drogą Wodną (E-30) są priorytetem, ponieważ to "realne czteroletnie zadanie, które da się w tym okresie zrealizować".
- Odrzańska Droga Wodna jest w centrum zainteresowania, bo przewidujemy, że w ciągu czterech lat da się zrealizować. Oczywiście Wisła jest również niezwykle istotną rzeką i działania będą na niej prowadzone równolegle, ale skala zaniedbań na tej rzece jest duża. W naszych planach jest też droga E-70 łącząca Odrę z Wisłą - przekonywał minister na spotkaniu z dziennikarzami we Wrocławiu.
Gróbarczyk podkreślił, że opracowana strategia rozwoju śródlądowych dróg wodnych w Polsce zostanie przekazana do konsultacji społecznych i uzgodnień międzyresortowych i już w maju powinna się stać dokumentem rządowym.
- Są już ustalone kolejne działania. Przede wszystkim jeszcze w tym roku podpiszemy konwencję AGN, co pozwoli nam przystąpić do Europejskiej Sieci Dróg Wodnych i uzyskać odpowiednie finansowanie z programów unijnych i nie tylko unijnych. Drugi element to opracowanie strategii finansowo-rzeczowej, która będzie podstawą do przekazania środków na realizację poszczególnych działań - powiedział minister.
Cel: czwarta klasa
Co dokładnie zakłada rządowa strategia? Drogi wodne w Polsce mają zostać dostosowane do parametrów co najmniej czwartej klasy żeglowności.

Śródlądowe drogi wodne dzielą się na klasy, określa się je w zależności od maksymalnych parametrów statków, jakie mogą być dopuszczone do żeglugi, wielkości minimalnego prześwitu pod mostami, rurociągami i innymi urządzeniami krzyżującymi się z drogą wodną. Śródlądowe drogi wodne w zależności od klasy dzielą się na drogi wodne o znaczeniu regionalnym i międzynarodowym. Zostały one podzielone na siedem klas:
I klasa – < 400 t
II klasa – 400-650 t
III klasa – 650-1000 t
IV klasa – 1000-1500 t
Va klasa – 1500-3000 t
Vb klasa – > 3000 t

Wiceminister Materna poinformował, że rząd chce odbudować część międzynarodowych szlaków wodnych przebiegających przez Polskę. Chodzi o drogę E30 (Dunaj, Bratysława – Morze Bałtyckie), E40 (Gdańsk – Warszawa - Brześć) i E70 (Atlantyk, Antwerpia – Morze Bałtyckie, Kłajpeda).
Wskazał, że w ciągu najbliższych czterech lat, rząd zamierza przywrócić żeglowność na Odrze, pomiędzy Wrocławiem a Szczecinem.- Nie oznacza to, że przywrócimy w tym czasie czwarty stopień żeglowności na całym biegu rzeki, ale chcemy zapoczątkować procesy tak, aby mogły po Odrze pływać barki i statki – dodał.
Strategia zakłada, że na drodze wodnej Wisły (E-40) do 2030 r. w dolnym odcinku tej rzeki pomiędzy Gdańskiem a Warszawą wybudowanych zostanie 9 stopni wodnych z elektrowniami za kwotę 31,5 mld zł. Na górnej Wiśle powstanie za 400 mln zł stopień wodny w Niepołomicach. Jak wynika z szacunków resortu, koszt przywrócenia żeglowności na Wiśle między Warszawą a Gdańskiem to ok. 30 mld zł.
Kolejnymi inwestycjami w ramach strategii będzie droga E-70, która połączy Kostrzyn nad Odrą z Wisłą, co będzie kosztować 6,5 mld zł oraz droga E-40 pomiędzy Warszawą a Brześciem, na co przeznaczono 8,1 mld zł do 2030 r.
Obecnie w Polsce 86 proc. to transport drogowy, 12,5 proc. kolejowy, a jedynie 0,4 proc. odbywa się drogą wodną. Tymczasem zobowiązania w tzw. białej księdze wobec Unii Europejskiej zakładają, że do 2030 r. drogą wodną powinno odbywać się 30 proc. transportu.
W 1980 r. transportem wodnym śródlądowym przewieziono w Polsce 22,2 mln ton ładunków, w 1990 r. – 14 mln ton, w 2000 r. – 10,4 mln ton, w 2005 r. – 9,6 mln ton a w 2010 r. 5,1 mln ton.
Finansowanie planu
Tradycyjnie już największy kurek z pieniędzmi dla ambitnych projektów nad Wisłą ma zostać odkręcony w Brukseli. Źródłem finansowania programu będą fundusze Unii Europejskiej z perspektywy finansowej 2014-2020, Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, Europejskiego Banku Inwestycyjnego, czy Europejskiego Funduszu na rzecz Inwestycji Strategicznych (zwanego planem Junckera).

Resort przy realizacji programu chciałby wykorzystać też współpracę z samorządami i firmami energetycznymi, np. przy budowie mostów przy okazji budowy stopni wodnych. Z kolei firmy energetyczne miałby inwestować w elektrownie na stopniach wodnych. - Chcemy nasz program rozwoju żeglugi śródlądowej włączyć do "planu Morawieckiego" – dodał Materna.

RAPORT.-Ile zarabia sędzia w Trybunale Konstytucyjnym, a ile w sądzie?

Zarobki sędziów TK
Zarobki sędziów TKfoto: SHUTTERSTOCK
Sędzia w Trybunale Konstytucyjnym zarabia 22 439,80 zł brutto miesięcznie. Sędzia w sądzie rejonowym – trzy razy mniej.
Jak wynika z komunikatu Biura Trybunału Konstytucyjnego z dnia 23 grudnia 2015 r., w 2015 r. wynagrodzenie sędziego zasiadającego w Trybunale Konstytucyjnym wynosiło 22 439,80 zł brutto. Sposób wyliczania wynagrodzenia sędziów Trybunału Konstytucyjnego reguluje ustawa z 25 czerwca 2015 r. o Trybunale Konstytucyjnym (Dz.U. z 2015 r. poz. 1064 ze zm.).
Zgodnie z art. 32 ustawy o TK czas pracy sędziów zasiadających w trybunale jest nienormowany. Udział w rozprawach sądowych stanowi tylko niewielki procent pełnionych przez nich obowiązków. Dodatkowo uczestniczą oni w naradach związanych ze składem orzekającym, gdzie występują w roli przewodniczących, sprawozdawców i członków składu oraz przygotowują projekty orzeczeń.
Każdy sędzia pracujący w Trybunale Konstytucyjnym ma prawo do zatrudnienia w pełnym wymiarze godzin na jednej uczelni wyższej, gdzie może wykonywać pracę naukowo-dydaktyczną, pod warunkiem, iż nie utrudnia mu to wywiązywania się ze swoich obowiązków w trybunale (art. 23 ust. 2 ustawy o TK). Nie powinien natomiast być zatrudniony na prywatnym uniwersytecie, na dwóch różnych uczelniach, ani w kancelarii prawnej.
Wynagrodzenie sędziego zasiadającego w TK oblicza się, mnożąc tzw. podstawę – kwotę przeciętnego wynagrodzenia w II kwartale roku poprzedniego, przez ustawowo określony mnożnik, który wynosi obecnie 5,0. Wysokość podstawy ogłasza Prezes GUS. W II kwartale 2015 r. przeciętne wynagrodzenie wyniosło 3854,88 zł, a w II 2014 r. - 3739,97 zł
Do wynagrodzenia sędziego wchodzącego w skład Trybynału Konstytucyjnego dochodzi uzależniona od stażu pracy tzw. wysługa lat. Wynosi ona maksymalnie 20 proc. wynagrodzenia. Ponadto prezes i wiceprezes TK mogą otrzymać tzw. dodatki funkcyjne – ich wartość oblicza się, mnożąc wysokość wspomnianej podstawy odpowiednio przez mnożnik 1,2 lub 0,8.
Podobnie jak sędziowie Sądu Najwyższego, Sędziowie TK mogą otrzymywać nagrody jubileuszowe – pierwszą dostają po 20 latach pracy, a kolejne co 5 lat, aż do 45. jubileuszu pracy.
Z Komunikatu Biura Trybunału Konstytucyjnego opublikowanego 20 stycznia 2016 r. wynika, że w ubiegłym roku tzw. angażowe, czyli średnie wynagrodzenie pracownika Biura Trybunału Konstytucyjnego z pominięciem tzw. 13-tek i nagród jubileuszowych, wyniosło 6732,66 zł, natomiast po dodaniu nagród rocznych i jubileuszowych – 7392,26 złotych.
Sędziowie TK mają także prawo do ryczałtu samochodowego za korzystanie z prywatnego samochodu do celów służbowych (do 700 km miesięcznie). Ci, którzy mieszkają poza Warszawą, mogą ponadto pobierać dodatek z tytułu rozłąki z rodziną (przeciętnie 400 zł na miesiąc), otrzymać bezpłatne zakwaterowanie w stolicy oraz dostać zwrot kosztów przejazdu z miejsca zamieszkania do Warszawy i z powrotem.
W 2015 r. Biuro Trybunału Konstytucyjnego zatrudniało 136 osób, z czego 120 na etatach, w tym 34 pracowników ze stopniem naukowym doktora nauk prawnych. 53 pracowników wydelegowano do pracy związanej z działalnością orzeczniczą.
Uposażenie sędziego TK, który znajduje się w stanie spoczynku (jest na emeryturze) wynosi 75 proc. ostatnio pobieranego wynagrodzenia. Procentowo każdemu sędziemu w stanie spoczynku przysługuje taka sama, ustawowo określona kwota.
21 kwietnia 2016 r. w skład Trybunału Konstytucyjnego wchodziło 12 sędziów orzekających, trzech sędziów oczekujących na podjęcie obowiązków sędziowskich oraz trzech sędziów oczekujących na złożenie ślubowania.
Inaczej przedstawiają się zarobki sędziów zatrudnionych w sądach rejonowych, okręgowych i apelacyjnych, chociaż oblicza się je w podobny sposób co w przypadku TK. W 2013 r. Polacy zapytani przez Centrum Badania Opinii Społecznej o to, ile zarabia sędzia, odpowiadali, że 8000 złotych. Natomiast z raportu płacowego firmy Sedlak & Sedlak wynika, że minimalne wynagrodzenie sędziego w 2014 r. wynosiło niewiele ponad 6000 zł na rękę (7460 zł brutto).
Jak wyliczył Sedlak & Sedlak, wynagrodzenie całkowite co drugiego sędziego mieściło się w przedziale 7804 – 11 930 zł brutto. Co czwarty sędzia zarabiał poniżej 7804 zł brutto, a jeden na czterech – powyżej 11 930 zł brutto. Dla porównania, wynagrodzenie całkowite brutto co drugiego adwokata wynosiło od 4000 do 9880 złotych. 25 proc. adwokatów zarabiało poniżej 4000 zł brutto, a 25 proc. - powyżej 9800 zł brutto.
Najlepiej zarabiający sędzia w sądzie rejonowym dostawał 7359 zł netto (9031 zł brutto), najlepiej zarabiający sędzie w sądzie okręgowym – 8584 zł netto (10 549 zł brutto), a w sądzie apelacyjnym – 9488 zł netto (11 668 zł brutto). W sądzie tej instancji najniższe zarobki sędziego wyniosły 8088 zł netto (9934 zł brutto), w sądzie okręgowym – 6951 zł netto (8526 zł brutto), a w sądzie rejonowym 6046 zł netto (7460 zł brutto).
Do wyliczenia wynagrodzenia sędziego potrzebny jest iloczyn przeciętnego wynagrodzenia w II kw. poprzedniego roku oraz mnożnik dla danego stanowiska. Ponieważ jednak sędziowie nie muszą odprowadzać składek na ubezpieczenie społeczne (ZUS), ich zarobki netto są wyższe niż w przypadku chociażby umowy o pracę, podpisanej na tę samą kwotę brutto.
Może zainteresować cię także: Elżbieta II skończyła 90 lat! Ile wart jest jej majątek i ile kosztuje jej utrzymanie?
Jak zauważyła Maria Hajec z Sedlak & Sedlak, wysokość mnożnika jest uzależniona od rangi pełnionej przez sędziego funkcji i może wahać się od 2,05 do 3,23. Pracownicy sądów pierwszej instancji zarabiają mniej niż pracownicy sądów drugiej instancji, a sędziowie zatrudnieni w sądach rejonowych mniej niż sędziowie w sądach okręgowych. Najgorzej są płatne wakaty w sądach rejonowych. Zdecydowanie korzystniej przedstawiają się finanse sędziów zasiadających w Sądzie Najwyższym – naczelnym organie władzy sądowniczej w Polsce.
Maksymalne zarobki sędziów są regulowane prawnie w ustawie Prawo o ustroju sądów powszechnych. Drugim ważnym dokumentem regulującym działanie władzy sądowniczej w Polsce jest ustawa o Sądzie Najwyższym.
Oprócz wynagrodzenia zasadniczego, sędziemu przysługuje dodatek funkcyjny oraz dodatek za staż pracy – w 6. roku pracy wynosi on 5 proc., a z każdym następnym rokiem rośnie o kolejny 1 procent. Dodatek funkcyjny jest dużo wyższy niż dodatek za staż pracy. W przypadku pracowników sądów apelacyjnych i okręgowych może on nawet przekroczyć 100 proc. (maksymalnie 110 proc.) kwoty bazowej. W 2014 r. niektórzy sędziowie dostali nawet 4000 zł dodatku funkcyjnego, jak wynika z publikacji Sedlak & Sedlak.
Ponadto sędzia z 20-letnim stażem pracy może otrzymać tzw. gratyfikację jubileuszową – równowartość miesięcznego wynagrodzenia. Kolejne gratyfikacje są przyznawane co 5 lat. Maksymalna gratyfikacja jest przyznawana po 45 latach pracy. Jej wysokość czterokrotnie przewyższa wówczas wartość miesięcznego wynagrodzenia. W 2014 r. minister finansów zaproponował obniżkę sędziowskiej pensji, jednak wycofał się z tego projektu.
Jak podaje „Rocznik Statystyczny Rzeczypospolitej Polskiej 2015", 31 grudnia 2014 r. w Polsce było 46 124 sędziów, 16 264 adwokatów, 6556 aplikantów i 18 zespołów adwokackich.

WIADOMOŚCI.-NOWE taśmy Kukiza. Poseł: "Żeby się KU***Y dowiedziały z tego PIS-u, co się dzieje"

NOWE taśmy Kukiza. Poseł: "Żeby się KU***Y dowiedziały z tego PIS-u, co się dzieje"

NOWE taśmy Kukiza! Poseł: Żeby się KU***Y dowiedziały z tego PIS-u, co się dzieje
NOWE taśmy Kukiza! Poseł: Żeby się KU***Y dowiedziały z tego PIS-u, co się dziejefoto: Super Express
Kilka dni temu w Internecie pojawiło się nagranie, na którym było słychać jak Paweł Kukiz bardzo ostro mówi o Arturze Zawiszy z Ruchu Narodowego. Mówił, że go nienawidzi i dostaje białej gorączki na jego widok. Teraz w sieci pojawiło się kolejne nagranie tzw. taśm Kukiza. Opublikował je na swoim Facebooku sam Kukiz. Tym razem w rozmowie padają mocne słowa pod adresem Prawa i Sprawiedliwości.
Paweł Kukiz słynie z mocnego języka, wszak w duszy jest muzykiem i jeszcze niedawno szalal na scenie. Do sieci wyciekło nagranie rozmowy, w której Kukiz bardzo ostro ocenia Artura Zawiszę. Jednak to nie koniec nagrań, bo dziś pojawiło się kolejne i to opublikowane na oficjalnym profilu na Facebook u lidera Kukiz'15. Poseł napisał, że sam publikuje taśmy, a właściwie podaje je dalej: - Pozwolę sobie sam ujawnić ciąg dalszy "taśm Kukiza" :). Poinformował także, że rozmowa została nagrana we wrześniu ubiegłego roku, czyli wtedy, gdy trwała kampania przed wyborami parlamentarnymi. Co jest na nagraniu nowych taśm Kukiza? - Być może będę musiał jakąś grę poprowadzić ku**a ze Schetyną korzystając z tego, że znam Schetynę, żeby się ku***y dowiedziały z tego PIS-u co się dzieje -rozumiesz? - żeby się przestraszyli. Oni też nie działają w interesie Państwa - ani jedni ani drudzy. Tak to trzeba rozegrać żeby interes Państwa zwyciężył... żeby Polacy przestali się napier****ć i żeby tych wszystkich ekstremistów takich psychopatów z lewej strony jak i z prawej spacyfikować - słyszymy.
Zobacz: Kukiz OSTRO o Zawiszy: "Nienawidzę Zawiszy ku*wa, jak go widzę to białej gorączki dostaję!" [NAGRANIE!]

Op-Ed The battle for truth over Saudi Arabia's ties to 9/11

..
The 9/11 Commission Report, on display in July of 2004

Of the 19 hijackers who carried out the Sept. 11 attacks, 15 were citizens of Saudi Arabia. What does that fact signify?
According to senior U.S. officials, little or nothing. From the outset, they treated the national identity of the terrorists as incidental, connoting nothing of importance. It was as if the 15 murderers just happened to smoke the same brand of cigarettes or wear the same after-shave.
Had they come from somewhere other than Saudi Arabia, a different attitude would surely have prevailed. Imagine if 15 Iraqis had perpetrated the attacks. In Washington's eyes, Saddam Hussein's direct involvement would have been a given. Fifteen Iranians? U.S. officials would have unhesitatingly fingered authorities in Tehran as complicit.


Saudi Arabia, however, got a pass. In its final report, the 9/11 Commission said it “found no evidence that the Saudi government as an institution or senior Saudi officials individually” had funded Al Qaeda. This artfully crafted passage was an exercise in damage control, designed to preserve the existing U.S.-Saudi relationship from critical scrutiny.


The effort never fully succeeded, skeptics suspecting that there might be more to the story. Today those doubts find expression in demands to declassify 28 pages of a congressional investigation said to detail Saudi relations with and support for the Al Qaeda terrorist network before September 2001.
According to a Monday report by the Associated Press, the Obama administration may finally do just that. Whether the 28 pages sustain or refute suspicions of Saudi involvement in the Sept. 11 attacks will remain impossible to say absent such executive action.


Yet implicit in this dispute is an issue of even greater moment: Who ultimately exercises jurisdiction over truth?
Does it fall within the exclusive province of the state? Or do judgments about truth rightfully belong to the people?
On anything that touches national security — an infinitely elastic concept — the state has long since staked out its position: Views expressed by government authorities are authoritative.
In matters relating to war and peace, U.S. officials tell us what in their judgment we need to know. They deny access to information that we ostensibly could misconstrue, or that they deem too dangerous for us to possess.
In effect, the state curates truth. In doling out information, curators working at the behest of the state — a category that includes more than a few journalists — fashion narratives that may not be entirely accurate but that have the compensatory virtue of being expedient. In some instances, the aim of the narrative might be to obfuscate past mistakes, thereby sparing policymakers embarrassment. More commonly, the purpose is to facilitate the exercise of power along certain lines.
By characterizing the events of Sept. 11 as a bolt out of the blue unrelated to past actions by the United States, the version of truth constructed in the wake of those events served both purposes. Rather than prompting a reassessment of prevailing U.S. policies — the problematic U.S. relationship with Saudi Arabia among them — it upheld those policies, justifying their perpetuation and not incidentally affirming the wisdom of those who devised them in the first place.


No wonder the foreign policy establishment insists that the 28 pages remain secret; not only might the document challenge the state's preferred Sept. 11 narrative, but the
demands for its declassification also call into question the establishment's very authority to control that narrative.
Opposing the pages' release, Philip Zelikow, the Washington insider who served as executive director of the 9/11 Commission, describes them as “unvetted, raw material.” The contents, he insists, are “misleading.” Besides, were they to become public, “hundreds, if not thousands” of pages of additional material would also need to be declassified.
Why not allow Americans to judge for themselves? Why not make available those thousands of relevant pages? The answer is self-evident: Because in the estimation of those such as Zelikow, ordinary citizens are not to be trusted in such matters; policy must remain the purview of those who possess suitable credentials and can therefore be counted on to not rock the boat.
But the boat needs rocking. In the Middle East, the foreign policy establishment has made a hash of things. Indulging that establishment further serves no purpose other than to perpetuate folly. Releasing the 28 pages just might provide a first step toward real change.

David Horsey VIEW

David Horsey

 VIEW THE BLOG

Endorsement The Times' picks in June's judicial races


 demeanor, and recommending the candidate we believe to be the best of those running for each seat.
We divide our endorsements in the seven judicial races on the 2016 ballot in two, and focus here on the three seats in which lawyers have challenged judges who already have been sitting and serving.

April 27, 11:25 a.m.: An earlier version of this editorial incorrectly stated that there were six judicial races on the 2016 ballot, including three open seats. There are seven, four of which involve open seats.
A challenger should have a good reason for seeking to oust an incumbent judge. California's hybrid judicial selection system, in which the governor appoints most trial judges but the people can remove them in elections, strikes a delicate balance between judicial independence and public accountability. Worrying about potential challenges could easily make judges handle their rulings differently by focusing on possible voter reaction rather than the merits of the case.
About 150 Los Angeles Superior Court judges are approaching the end of their terms and are up for reelection, but most were not challenged for reelection and will automatically get another six-year term. Their names won't even appear on the ballot. James Kaddo, Ray Santana and Kathryn Ann Solorzano were not so lucky. Each drew a single challenger.
This is one of those judicial races in which the challenger's explanations for running, and for targeting a particular judge, are almost funny — or would be, if they didn't force Kaddo, a capable judge for more than 25 years, to raise money and campaign in order to continue serving Los Angeles.
It's not as though challenger Stepan W. Baghdassarian is qualified to replace him. Baghdassarian wasn't even an active member of the State Bar of California until late last year, having given up his law practice long ago to run a wine importing business. Now he wants to be a judge.
Why challenge Kaddo? Nothing personal, he insists. It's just that he's an immigrant from Lebanon and wants to repay his adopted nation for the opportunity it has given him. That's nice, but it doesn't explain why out of the 150 other judges he could have challenged, or any of the three vacant seats he could have sought, he decided instead to run against L.A.'s only judge who also just happens to be an immigrant from Lebanon. Either there is a story here that neither candidate is telling us, or Baghdassarian has an odd sense of humor.
As an alternative explanation, Baghdassarian notes that he lives in the Valley, and Kaddo sits in Van Nuys, so it makes sense for him to seek that seat rather than one in Lancaster, Pomona or somewhere else. Nice try, but judicial offices are not tied to a particular courthouse, and any judge elected to this seat could be assigned to sit anywhere in the county. Baghdassarian has no business being a judge in Van Nuys, Pomona or anywhere else in Los Angeles County.
Office 120: Ray Santana
Judge Ray Santana was appointed to the bench in 2008 and was reelected without opposition to a full term in 2010. In recent months, though, illness has kept him from his duties. That may be one reason why private practitioner Eric O. Ibisi filed to run against him.
Or not. Ibisi has run a stealth campaign, or rather, no campaign at all, declining to make his case as to why he is qualified to be a judge, why Santana ought to be removed or why he believes he would do a better job. It is left to voters to ferret out that his practice includes criminal defense, that his office is near MacArthur Park and that he is a graduate of Pepperdine University Law School.
Santana is a former deputy public defender who earned his law degree from UC Berkeley. While he was presiding, he was a well-regarded judge. He told The Times that he intends to resume his duties in June.
Concern about his ability to serve might give voters some pause when deciding whether to reelect him — or it would, if there were a capable challenger ready to take his place. Ibisi offers nothing to suggest that he is that capable challenger.
Office 165: Kathryn Solorzano
Some courtrooms can be described as lax, with conversations going on about the room and judges waiting patiently on the bench for lawyers who are late for their scheduled hearings. Kathryn Solorzano's criminal courtroom at the Airport Courthouse on La Cienega Boulevard is not one of those. Lawyers who arrive late, perhaps because they were completing a hearing in another courtroom, will hear about it.
Deputy Public Defender Tami L. Warren was one such lawyer. Now she has challenged Solorzano. But while Warren has some impressive credentials, she has failed to make either the case that she would be a better judge than Solorzano or that Solorzano ought to be removed.
Solorzano was a well-regarded Los Angeles deputy district attorney for 17 years and has served ably on the bench for the last decade. It would be a mistake for voters to oust her merely because she runs a tight ship.

Los Ángeles.:Amber alerts and Taco Bell ads? That's an accident waiting to happen

Amber alerts and Taco Bell ads? That's an accident waiting to happen

of Virginia in 2006 found that 80% of accidents were caused by drivers who turned their attention away from the road for just a few seconds. (The italics are mine for dramatic effect.)
Then there's the thorny content issue. Though the messages on the state's 832 freeway signs when there's no kidnapping crisis can be vaguely patronizing ("Serious Drought Help Save Water" Really? I hadn't heard), at least they are not offensive. What if someone wants to buy an ad to say something disgusting about aborted fetuses or how Candidate X beats her kids? Imagine the traffic backup as people slow down to get a good look.
Oh yeah, it could happen.  Although ads shilling alcohol, tobacco, guns and porn wouldn't be allowed, politically inclined ads are fair game. That would put the state government in the precarious position of either allowing objectionable — and possibly traffic-stopping — content on the freeway signs or curbing free speech. Sacramento airport officials found themselves in this very quagmire a couple years ago after an uproar over ads with political messages led to the ban on political ads, which led to the stickier question of what constitutes political speech.
Does it really make sense to even start down this road for a measly $200 million year? Legislators haven't thought so in the past, thwarting a few similar freeway sign ideas by lawmakers including former Gov. Arnold Schwarzenegger.
I have to agree. In fact, I'll go further. I would I would pay not to see ads on freeway signs. (Hmmm. Perhaps that's the revenue stream Huff ought to pursue.)

Nassau admits it isn’t winning heroin fight


Heroin is shown in many different forms on

Heroin is shown in many different forms on Sept. 19, 2014. Photo Credit: Newsday / J. Conrad Williams Jr.



The Nassau County Police Department has substantially increased its response to the heroin epidemic overtaking Long Island. It’s not working, and the problem is steadily getting worse

“We keep adding and adding to what we’re doing,” said Thomas Krumpter, the department’s acting commissioner.
His was the first major department in the nation to train every officer in the use of the anti-overdose drug Narcan. He pointed to more patrols and undercover operations, prevention measures in schools and the recently formed Long Island Heroin Task Force as ways his department is battling the scourge.
“We are not winning,” Krumpter said grimly about how it’s going. “We’re losing right now.”

From the 1990s until a few years ago, the nation was flooded with easy access to prescription opiates such as Vicodin and OxyContin. When authorities realized how much damage prescription opiate addiction was causing, the State Legislature passed new laws cracking down on prescriptions, lowering black market supply, raising prices and creating a demand for cheap, high-quality heroin mostly from from New York City. And every number associated with opiate addiction, from deaths to treatment admissions to arrests to emergency room visits, has skyrocketed.The problem is threefold: not enough prevention, obstacles in the way of law enforcement and not enough access to drug treatment. New programs and laws are needed. From 2009 to 2013, Nassau County lost 128 people to heroin-related deaths, the fifth-highest county total in the state. Suffolk had 337 heroin-related deaths in the same period, the highest in the state. But the rate of fatal heroin overdoses in Nassau has doubled since 2013 to more than 50 a year.

Nassau County District Attorney Madeline Singas promised in her election campaign last year to make the addiction scourge a top priority. She and Krumpter are seeking a new state law that would mandate that anyone revived from an opiate overdose with Narcan be placed on a 72-hour hold for hospitalization and evaluation. And it would require health insurance companies to pay for it. With such laws in place, those who suffer an overdose would have a fighting chance at finding a path to treatment before drug withdrawals force them to use heroin again. The timing is urgent because addictive cravings can begin within an hour or two after the administration of Narcan.
Meanwhile, Singas has diverted $585,000 in forfeiture funds to Maryhaven’s New Hope Crisis Center in Freeport to allow it to take new admissions around the clock. It’s an innovative use of the money. Drug addicts don’t necessarily have their moments of clarity and seek help during office hours. Both Singas and Krumpter support tougher laws that draw a clearer line between heroin users and dealers, getting help for the former and stiff sentences for the latter. Bills mandating those changes have been introduced in Albany, and drawing a clearer line between victims and vultures would be a big improvement.
Creative and aggressive law enforcement is a critical component in fighting the addiction menace. But the real key is prevention. Young people most of all have to be convinced that even dabbling in heroin or other opiates is unacceptable and frighteningly dangerous.

Opiate addiction is difficult to treat. Drug interdiction is frustratingly difficult to pursue. Getting a handle on the heroin problem is mostly about stopping use before it ever starts. —