Sigue el blog por EMAIL. Seguir por EMAIL

miércoles, 25 de mayo de 2016

POLITYKA Komentarz: Obama nie uklęknie w Hiroshimie tak jak Willy Brandt w Warszawie


71 lat po ataku atomowym na Hiroszimę, odwiedzi ją amerykański prezydent. Nikt nie spodziewa się przeprosin, chociaż dawno już byłby na nie czas, uważa Alexander Freund.
Deutschland Barack Obama besteigt Air Force One
Czy naprawdę musiało minąć 71 lat, zanim urzędujący prezydent USA zdecydował się odwiedzić Hiroszimę? Przy czym nie jedzie po to, by przeprosić w imieniu ostatniego, istniejącego jeszcze supermocarstwa. Biały Dom z góry to wykluczył. Jedzie po prostu z wizytą, by odwiedzić miejsce upamiętniające ofiary pierwszej bomby atomowej. Na pewno jest to symboliczny gest, ale też niewiele więcej. Zresztą Obama nie leci specjalnie do Horoszimy, i tak będzie w Japonii, na szczycie G7. W oficjalnej wersji Obama zamierza opowiedzieć się razem z premierem Japonii Abe „na rzecz pokoju i bezpieczeństwa w świecie bez broni atomowej”.
Przykład dał szef dyplomacji w rządzie Obamy John Kerry, kiedy na początku kwietnia, jako pierwszy minister spraw zagranicznych USA, wziął udział w corocznych obchodach rocznicy zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę. Także z jego strony nie padły słowa przeprosin, przyjął tylko bardzo poważny wyraz twarzy. A że będzie mu niejako po drodze, Barack Obama zamierza też zajrzeć na krótko do byłego wroga, Wietnamu. Także tam rozmowy nie mają dotyczyć trudnej przeszłości, tylko przyszłości, ściślej – rozszerzenia bilateralnych stosunków.
71 lat, dwie wizyty, żadnych przeprosin. Moim zdaniem, to hańba! Każdy kraj sam musi wiedzieć, jak obchodzi się ze swoją przeszłością, ale cieszę się, że Niemcy stawili czoła swojej winie. To przyznanie się do winy było warunkiem przeprosin i tylko dzięki niemu było możliwe pojednanie. Można to uznać za słabość albo przesadną rozprawę z przeszłością, ale uklęknięcie Willy’ego Brandta w Warszawie zawsze było dla mnie wyrazem siły.
Warunek pojednania
Freund Alexander Kommentarbild App
Autor komentarza Alexander Freund
Cóż, nikt nie oczekuje od Obamy, że uklęknie przed ofiarami nalotów atomowych. Także wymiar nazistowskich zbrodni nie jest porównywalny z tym tak godnym potępienia zrzuceniem bomb atomowych. Ale: podczas swojej wizyty w Hiroszimie Obama powinien prosić o wybaczenie za wyrządzone cierpienie. Bo też użycie broni atomowej było zbrodnią, której nie usprawiedliwia także fakt, że bez tych nalotów wojna na Pacyfiku trwałaby przypuszczalnie o wiele dłużej, a w razie amerykańskiej inwazji na Japonię zginęłoby wielu niewinnych ludzi.
Może to nawet prawda, ale nawet gdyby tak było, użycie broni atomowej było grzechem pierworodnym. Najpóźniej po Hiroszimie każdy wiedział, że zrzucenie bomby na Nagasaki było dla USA już tylko testowaniem tej nowej broni i pokazem siły. Wobec Japonii, a przede wszystkim wobec Rosji. Supermocarstwo USA po raz pierwszy pokazało swoje nuklearne muskuły i uruchomiło atomową spiralę zbrojeń, której skutki czujemy do dzisiaj. To chwalebne, że Obama chce razem z japońskim premierem Abe opowiedzieć się za „pokojem i bezpieczeństwem w świecie bez broni atomowej”. Ale właśnie tą klątwą obłożyły świat Stany Zjednoczone, dwukrotnie zrzucając 71 lat temu bomby atomowe.
Także Japonia musi poprosić sąsiadów o wybaczenie
Obama powinien stawić w Hiroszimie czoła tej historycznej winie, u końca swojego urzędowania laureat nagrody Nobla – pamiętamy jak przez mgłę – i tak już nie ma nic do stracenia. Zyskałby natomiast szacunek, bo przeprosiny jak najbardziej mogą też być oznaką siły. To samo odnosi się do japońskiego premiera, który też nie może się przemóc, by prosić sąsiednie państwa o wybaczenie za zbrodnie wojenne dokonane przez Cesarstwo Japonii. A przyznanie się do winy byłoby warunkiem przeprosin – bez nich prawdziwe pojednanie z sąsiadami: Koreą i Chinami, nie jest możliwe.
Publicar un comentario